Gość (37.30.*.*)
Ludolf von Alvensleben, a właściwie Ludolf-Hermann Emmanuel Georg Kurt Werner von Alvensleben, był wysokim funkcjonariuszem nazistowskiej formacji SS oraz zbrodniarzem wojennym, który odegrał szczególnie okrutną rolę w pierwszych miesiącach II wojny światowej na okupowanych ziemiach polskich.
To postać, której historia jest synonimem bezkarności i ucieczki przed sprawiedliwością, a jego przydomek rodzinny – „Bubi” – kontrastuje z bestialstwem popełnionych czynów.
Ludolf von Alvensleben urodził się 17 marca 1901 roku w Halle. Pochodził ze starej, szlacheckiej rodziny pruskiej. Jego ojciec był generałem majorem, a on sam, zgodnie z rodzinną tradycją, rozpoczął edukację w korpusie kadetów, choć w I wojnie światowej nie wziął udziału w walkach.
Jego kariera polityczna i wojskowa nabrała tempa po wstąpieniu do NSDAP w lipcu 1929 roku. Był człowiekiem o skłonnościach do przemocy – przed dojściem Hitlera do władzy był aż 11 razy skazywany za bójki z komunistami i obrażanie przeciwników politycznych. Od 1933 roku zasiadał w Reichstagu, a w 1934 roku wstąpił do SS.
Ciekawostka: W latach 1938–1941 Ludolf von Alvensleben pełnił funkcję pierwszego adiutanta samego Heinricha Himmlera, co świadczyło o jego zaufanej pozycji w ścisłym kręgu władzy SS.
Najczarniejszy rozdział w jego biografii wiąże się z początkiem II wojny światowej i okupacją ziem polskich. We wrześniu 1939 roku Alvensleben został mianowany dowódcą Selbstschutzu (Niemiecka Samoobrona) w Okręgu Rzeszy Gdańsk-Prusy Zachodnie. Selbstschutz była paramilitarną formacją złożoną z Niemców mieszkających na tych terenach, a jej głównym zadaniem było „oczyszczanie” regionu z polskiej inteligencji, duchowieństwa, ziemiaństwa i działaczy politycznych.
Alvensleben, ze swoją siedzibą w Bydgoszczy, kierował masowymi aresztowaniami i egzekucjami, które przeszły do historii jako Zbrodnia Pomorska 1939.
Świadectwa historyczne i relacje wskazują na jego osobiste zaangażowanie w selekcję ofiar. Wśród aresztowanych Polaków, Alvensleben miał osobiście przeglądać listy i kolorową kredką rysować krzyżyk przy nazwiskach osób przeznaczonych do natychmiastowej egzekucji.
W swoim raporcie z 7 października 1939 roku, skierowanym do Kurta Daluege, Alvensleben z dumą donosił, że dowodzone przez niego jednostki Selbstschutzu aresztowały 17 667 ludzi i zlikwidowały 4247 Polaków do 5 października 1939 roku.
Był bezpośrednio odpowiedzialny za masowe mordy, w tym te w Dolinie Śmierci pod Bydgoszczą, gdzie zamordowano ponad 300 osób narodowości polskiej i żydowskiej.
Po zakończeniu działań na Pomorzu, Alvensleben kontynuował służbę w SS, awansując do stopnia SS-Gruppenführera i Generalleutnanta Policji.
Po wojnie, w maju 1945 roku, został zatrzymany przez wojska brytyjskie i internowany w obozie Neuengamme. Jednak już 11 września 1946 roku udało mu się uciec.
Korzystając z tzw. „szczurzych szlaków” (Ratlines), czyli siatki ucieczkowej pomagającej nazistowskim zbrodniarzom, Ludolf von Alvensleben w 1949 roku dotarł do Argentyny.
W Ameryce Południowej żył pod fałszywym nazwiskiem Carlos Luecke. W 1952 roku, dzięki polityce ówczesnego argentyńskiego dyktatora Juana Peróna, otrzymał obywatelstwo argentyńskie, co skutecznie chroniło go przed ekstradycją.
W Niemczech i Polsce toczyły się procesy w sprawie jego zbrodni. Polski sąd w Toruniu zaocznie skazał go na karę śmierci za odpowiedzialność za morderstwo co najmniej 4247 Polaków. Mimo to, Alvensleben, wspierany przez lokalną społeczność niemiecką i zaprzyjaźniony z Perónem, dożył spokojnej starości w Santa Rosa de Calamuchita, gdzie zmarł na raka płuc 1 kwietnia 1970 roku.
Podczas jego pogrzebu, jak donoszą źródła, dwudziestu Niemców pożegnało go hitlerowskim pozdrowieniem, a trumnę przykryto flagą ze swastyką. Ludolf von Alvensleben nigdy nie poniósł odpowiedzialności za swoje zbrodnie.