Gość (83.4.*.*)
Świat polskiego show-biznesu i fitnessu od lat śledzi losy Roberta Burneiki, znanego szerzej jako „Hardkorowy Koksu”. Litewski kulturysta, który podbił serca Polaków swoim humorem i legendarnym hasłem „nie ma lipy”, od dłuższego czasu tworzy zgraną parę z Kają Kędzierską. Jednak, jak to bywa w przypadku osób publicznych, ich relacja nieustannie poddawana jest ocenie internautów. W sieci regularnie pojawiają się pytania o autentyczność tego związku oraz sugestie, że Kaja buduje swoją popularność i majątek na plecach znanego partnera. Przyjrzyjmy się bliżej argumentom obu stron tego sporu.
Krytycy i sceptycy często wytykają Kai Kędzierskiej, że jej obecność w mediach społecznościowych jest nierozerwalnie związana z postacią Roberta. Głównym argumentem jest tutaj tempo, w jakim zyskała ona rozpoznawalność. Przed związkiem z Burneiką Kaja była osobą prywatną, a dziś cieszy się zasięgami, które pozwalają jej na współpracę z markami i prowadzenie życia influencerki. Dla wielu obserwatorów jest to klasyczny przykład „wybijania się” na popularności partnera.
Kolejnym punktem zapalnym jest zaangażowanie Kai w biznesy Roberta. Burneika to nie tylko kulturysta, ale prężny przedsiębiorca – właściciel siłowni, marki suplementów oraz sieci burgerowni „Burneika Burger”. Kaja aktywnie uczestniczy w promocji tych miejsc, często pojawiając się w materiałach reklamowych. Sceptycy twierdzą, że nieformalny związek daje jej dostęp do gotowego imperium finansowego bez konieczności budowania wszystkiego od zera, co w ich oczach czyni relację interesowną.
Warto też wspomnieć o samym stylu życia prezentowanym w mediach społecznościowych. Luksusowe samochody, egzotyczne wakacje i życie w posiadłości Roberta to elementy, które dla złośliwych komentatorów są wystarczającym dowodem na to, że motywacją Kai są pieniądze. Często pojawia się też argument różnicy wieku i statusu zawodowego, co w popkulturze bywa automatycznie kojarzone z układem opartym na korzyściach.
Zupełnie inaczej sytuację widzą fani pary oraz osoby, które śledzą ich życie od lat. Najsilniejszym argumentem przeciwko tezie o „wykorzystywaniu” Roberta jest trwałość ich relacji oraz fakt, że wspólnie wychowują dwie córki – Maję i Gaję. Budowanie rodziny i wspólne przechodzenie przez trudy rodzicielstwa rzadko idzie w parze z czystym wyrachowaniem. Dla wielu osób to właśnie dzieci są dowodem na to, że między Kają a Robertem istnieje prawdziwe uczucie i stabilizacja.
Trzeba również zauważyć, że Kaja Kędzierska nie jest jedynie „ozdobą” u boku siłacza. Osoby z otoczenia pary często podkreślają, że Kaja realnie pracuje przy projektach Burneiki, zajmując się marketingiem, logistyką czy zarządzaniem w social mediach. W takim ujęciu jej korzyści finansowe nie są „prezentem”, lecz wynagrodzeniem za realny wkład w rozwój wspólnego rodzinnego biznesu. Robert wielokrotnie w wywiadach zaznaczał, że Kaja jest dla niego ogromnym wsparciem i osobą, na której może polegać w każdej sytuacji.
Ciekawostką jest fakt, że Robert Burneika po rozwodzie z pierwszą żoną przez pewien czas był singlem i otwarcie mówił o tym, jak trudno jest znaleźć osobę, która nie patrzyłaby na niego tylko przez pryzmat pieniędzy. Wybór Kai i lata spędzone razem mogą sugerować, że to właśnie ona przeszła jego „test autentyczności”.
Zarzut dotyczący „nieformalnego związku” (braku ślubu) jako sposobu na łatwiejsze czerpanie korzyści jest obosieczny. Z jednej strony, brak intercyzy czy formalnych więzów małżeńskich bywa interpretowany jako brak pełnego zaangażowania. Z drugiej strony, w dzisiejszych czasach wiele par decyduje się na życie w konkubinacie z powodów światopoglądowych lub prawnych, co wcale nie umniejsza ich więzi. W przypadku Kai i Roberta brak „papierka” nie przeszkadza im w budowaniu wspólnego domu i marki, co dla wielu jest dowodem na nowoczesne podejście do życia, a nie na ukryte zamiary.
Warto spojrzeć na tę sytuację z perspektywy marketingowej. W dobie Instagrama i TikToka, „zasięgi” są walutą. Nawet jeśli Kaja zyskała popularność dzięki Robertowi, to od niej zależy, jak ją utrzyma. Publiczność jest bezlitosna – gdyby Kaja nie miała osobowości, która przyciąga ludzi, jej profile świeciłyby pustkami mimo znanej twarzy partnera u boku. Fakt, że ludzie chcą ją obserwować, świadczy o tym, że potrafi budować własną markę osobistą, która choć zrodzona przy Robercie, zaczyna żyć własnym życiem.
Podsumowując, dyskusja wokół Roberta Burneiki i Kai Kędzierskiej to starcie dwóch światopoglądów: cynicznego, który w każdej relacji publicznej szuka drugiego dna, oraz romantyczno-pragmatycznego, który widzi w nich zgrany zespół biznesowo-życiowy. Choć argumenty o korzyściach finansowych zawsze będą się pojawiać przy tak dużej dysproporcji w rozpoznawalności na starcie, to codzienne życie pary zdaje się przeczyć teorii o krótkotrwałym skoku na kasę.