Jakie masz pytanie?

lub

Dlaczego 7 grudnia 1941 roku marynarka i siły powietrzne USA nie otworzyły ognia w momencie pojawienia się japońskich samolotów w pobliżu bazy w Pearl Harbor, skoro były one łatwe do zauważenia i usłyszenia nawet przy założeniu, że cała łączność wojskowa i radary byłyby tego dnia wyłączone?

Brak reakcji obrony Błędy w komunikacji wojskowej Zignorowanie sygnału radarowego
avatar

Gość (83.4.*.*)



Odpowiedź:

Atak na Pearl Harbor z 7 grudnia 1941 roku to jedno z tych wydarzeń, które do dziś budzą ogromne emocje i prowokują dziesiątki pytań. Najczęstsze z nich brzmi: jak to możliwe, że potężna armia dała się tak kompletnie zaskoczyć? Przecież setki samolotów nadlatujących nad wyspę Oahu powinny wywołać natychmiastową reakcję. Odpowiedź na to pytanie nie jest jednak prosta i nie wynika z jednego błędu, ale z całego łańcucha niefortunnych zdarzeń, błędnych założeń i zwykłego, ludzkiego przeoczenia.

Radar widział nadlatujące zagrożenie

Wbrew pozorom, amerykańskie radary wcale nie były tego dnia wyłączone. Wręcz przeciwnie – nowoczesna (jak na tamte czasy) stacja radarowa na Opana Point wykryła nadlatującą japońską formację już o godzinie 7:02 rano, czyli ponad 50 minut przed pierwszymi wybuchami. Operatorzy, szeregowcy Joseph Lockard i George Elliott, zobaczyli na ekranie największy sygnał, jaki kiedykolwiek widzieli.

Dlaczego więc nie podniesiono alarmu? Kiedy Lockard zadzwonił do centrum informacyjnego w Fort Shafter, dyżurujący tam porucznik Kermit Tyler kazał mu się tym nie martwić. Tyler wiedział, że tego ranka z kontynentalnych Stanów Zjednoczonych miała przylecieć grupa amerykańskich bombowców B-17. Uznał więc, że ogromna kropka na radarze to po prostu "swoi". To był pierwszy, krytyczny błąd – nikt nie zweryfikował, czy kierunek i liczba maszyn zgadzają się z planem lotu B-17.

Dlaczego nikt nie usłyszał silników?

Może się wydawać, że ryk silników ponad 350 samolotów powinien postawić na nogi całą wyspę. Trzeba jednak pamiętać o topografii Oahu. Japońskie samoloty nadleciały od północy, wykorzystując ukształtowanie terenu i góry, które tłumiły dźwięk. Dodatkowo, w tamtych czasach loty treningowe nad Hawajami były codziennością. Mieszkańcy i żołnierze byli przyzwyczajeni do huku maszyn, więc niedzielny przelot nie wzbudził początkowo niczyjego niepokoju.

Większość marynarzy i żołnierzy na lądzie była w trakcie porannej rutyny – wielu jeszcze spało, inni jedli śniadanie lub przygotowywali się do niedzielnej mszy. Kiedy pierwsze samoloty pojawiły się nad bazą, wielu świadków wspominało później, że myśleli, iż to... bardzo realistyczne ćwiczenia amerykańskiego lotnictwa. Dopiero gdy zaczęły spadać bomby i ukazały się czerwone kręgi (tzw. "hinomaru") na skrzydłach, dotarło do nich, że to prawdziwa wojna.

Amunicja pod kluczem, czyli strach przed sabotażem

Nawet gdyby Amerykanie dostrzegli wroga kilka minut wcześniej, ich zdolność do natychmiastowej odpowiedzi była drastycznie ograniczona. Paradoksalnie, największym zmartwieniem dowództwa na Hawajach przed 7 grudnia nie był atak z powietrza, ale sabotaż ze strony lokalnej ludności pochodzenia japońskiego.

Z tego powodu podjęto decyzje, które okazały się tragiczne w skutkach:

  • Samoloty na lotniskach (takich jak Wheeler Field) ustawiono ciasno obok siebie na środku pasów startowych, aby łatwiej było ich pilnować przed dywersantami. Stały się przez to idealnym celem dla japońskich pilotów.
  • Działa przeciwlotnicze na okrętach i na lądzie nie były obsadzone.
  • Co najgorsze, amunicja do broni przeciwlotniczej była zamknięta w magazynach, a klucze do nich posiadali oficerowie, których w niedzielny poranek często nie było na stanowiskach.

W efekcie, gdy pierwsi japońscy piloci zaczęli nurkować nad "Aleją Pancerników", amerykańscy marynarze musieli wyważać drzwi do zbrojowni toporami, by w ogóle móc zacząć strzelać.

Zignorowany incydent z łodzią podwodną

Warto wspomnieć o jeszcze jednym wydarzeniu, które mogło zmienić bieg historii. Kilka godzin przed atakiem lotniczym, niszczyciel USS Ward wykrył i zatopił miniaturową japońską łódź podwodną u wejścia do portu. Dowódca okrętu wysłał meldunek o tym fakcie do kwatery głównej.

Niestety, raport utknął w machinie biurokratycznej. Wyżsi oficerowie, przyzwyczajeni do fałszywych alarmów dotyczących "widmowych" łodzi podwodnych, zażądali dodatkowego potwierdzenia meldunku zamiast natychmiast ogłosić alarm dla całej bazy. Ta zwłoka odebrała Pearl Harbor ostatnią szansę na przygotowanie obrony.

Ciekawostka: Czy wiedzieli wcześniej?

Istnieje wiele teorii spiskowych sugerujących, że prezydent Roosevelt wiedział o ataku i pozwolił na niego, by wciągnąć USA do wojny. Jednak historycy nie znaleźli na to żadnych twardych dowodów. Większość dokumentów wskazuje raczej na serię błędów w komunikacji, lekceważenie przeciwnika i nieszczęśliwy zbieg okoliczności, niż na celowe działanie. Amerykanie spodziewali się ataku Japonii, ale byli przekonani, że nastąpi on na Filipinach lub w Azji Południowo-Wschodniej, a nie na środku Pacyfiku.

Podsumowując, brak reakcji nie wynikał z tego, że Japończycy byli niewidzialni. Wynikał z faktu, że nikt w tamto niedzielne rano nie dopuszczał do siebie myśli, że wojna może zapukać do ich drzwi w tak brutalny i bezpośredni sposób. To bolesna lekcja o tym, jak zgubna może być pewność siebie i rutyna w obliczu zagrożenia.

Podziel się z innymi: