Gość (37.30.*.*)
Temat „kreta” w najbliższym otoczeniu Adolfa Hitlera to jedna z najbardziej fascynujących zagadek II wojny światowej, która do dziś rozpala wyobraźnię historyków i miłośników teorii spiskowych. Choć postać Martina Bormanna jest najczęściej przywoływana w tym kontekście, istnieje szereg dowodów i poszlak wskazujących na to, że przecieki pochodziły od innych, równie wysoko postawionych osób. Największą zagadką pozostaje tajemniczy informator o kryptonimie „Werther”, który dostarczał Sowietom bezcenne dane prosto z kwatery głównej wodza III Rzeszy.
Najmocniejszym dowodem na istnienie super-szpiega w otoczeniu Hitlera jest działalność siatki szpiegowskiej „Lucy”, działającej w Szwajcarii. Jej lider, Rudolf Roessler, przekazywał radzieckiemu wywiadowi (GRU) niezwykle precyzyjne informacje dotyczące planów Wehrmachtu, często zaledwie 24 do 48 godzin po tym, jak zapadły decyzje w Berlinie.
Źródło tych informacji określano kryptonimem „Werther”. Ktokolwiek nim był, musiał znajdować się w samym centrum dowodzenia (OKW – Naczelne Dowództwo Sił Zbrojnych) lub mieć bezpośredni dostęp do stenogramów z narad Hitlera. „Werther” podał m.in. dokładną datę ataku na ZSRR oraz szczegółowe plany bitwy na Łuku Kurskim. Do dziś historycy spierają się, czy „Werther” był jedną osobą, czy może grupą oficerów o antyhitlerowskich poglądach. Wśród podejrzanych najczęściej wymienia się generała Hansa Ostera lub generała Fritza Thiele, jednak twardych, jednoznacznych dowodów na jedną konkretną tożsamość wciąż brakuje.
Jeśli szukamy kogoś, kogo tożsamość jest potwierdzona, a ranga dostępu do tajemnic była ogromna, musimy wspomnieć o Fritzu Kolbe. Choć nie był on generałem, jako urzędnik w Ministerstwie Spraw Zagranicznych (Auswärtiges Amt) miał dostęp do najbardziej poufnej korespondencji dyplomatycznej i wojskowej.
Kolbe, działając z pobudek ideowych, nawiązał kontakt z amerykańskim wywiadem OSS (poprzednikiem CIA) w Bernie. Przekazał aliantom tysiące mikrofilmów zawierających raporty o nastrojach wewnątrz Rzeszy, planach obronnych, a nawet szczegóły dotyczące niemieckiego programu rakietowego V-1 i V-2. Allen Dulles, późniejszy szef CIA, nazwał Kolbe „najważniejszym szpiegiem wojny”. Co ciekawe, Kolbe nigdy nie został wykryty przez Gestapo i przeżył wojnę, choć po jej zakończeniu w Niemczech długo traktowano go jak zdrajcę, a nie bohatera.
Nie można mówić o szpiegostwie na szczytach władzy, nie wspominając o admirale Wilhelmie Canarisie. Jako szef Abwehry (wywiadu wojskowego), Canaris był teoretycznie jedną z najważniejszych osób dbających o bezpieczeństwo Rzeszy. W rzeczywistości prowadził niebezpieczną, podwójną grę.
Istnieją dowody na to, że Canaris:
Choć Canaris nie był „szpiegiem” w klasycznym rozumieniu (nie pobierał wynagrodzenia od obcego mocarstwa), jego działania miały na celu upadek reżimu Hitlera. Został stracony w obozie Flossenbürg tuż przed końcem wojny, po tym jak odkryto dokumenty łączące go z opozycją antyhitlerowską.
Wielu badaczy, w tym brytyjski historyk Anthony Read, sugeruje, że w otoczeniu Hitlera mogła działać jeszcze jedna osoba, której tożsamość do dziś pozostaje ukryta w archiwach (prawdopodobnie rosyjskich). Teoria ta opiera się na fakcie, że Stalin często otrzymywał informacje tak szczegółowe, że nie mogły one pochodzić z nasłuchu radiowego czy łamania szyfrów Enigmy.
Podejrzenia padały na różne osoby z personelu pomocniczego – adiutantów, stenografów, a nawet kucharzy. Jednak najbardziej prawdopodobna wersja mówi o tym, że „szpiegiem” była zbiorowa świadomość grupy wyższych oficerów zrzeszonych w tzw. Czarnej Orkiestrze (Schwarze Kapelle), którzy wierzyli, że jedynym sposobem na ratowanie Niemiec jest klęska Hitlera.
To paradoks, ale informacje płynące od wysoko postawionych kretów w Berlinie były często tak dobre, że alianci... brali je za niemiecką dezinformację. Kiedy Fritz Kolbe przyniósł pierwsze dokumenty, Brytyjczycy uznali go za „zbyt pięknego, by był prawdziwy” i podejrzewali prowokację Gestapo. Dopiero Amerykanie zaryzykowali współpracę, co okazało się jedną z najlepszych decyzji wywiadowczych w historii konfliktu.
Podsumowując, choć nie mamy jednego nazwiska „Jamesa Bonda”, który siedziałby przy stole z Hitlerem i notował każde jego słowo dla wroga, dowody na istnienie głębokiej infiltracji III Rzeszy są niezaprzeczalne. Postacie takie jak Fritz Kolbe czy tajemniczy „Werther” udowadniają, że system bezpieczeństwa Hitlera był dziurawy, a najwięksi wrogowie dyktatora często nosili mundury Wehrmachtu lub zasiadali w jego ministerstwach.