Gość (83.4.*.*)
Każde zdjęcie, które robimy smartfonem lub aparatem cyfrowym, niesie ze sobą ukryty bagaż informacji. To nie tylko piksele układające się w piękny kadr, ale też cyfrowy paszport pliku, znany jako metadane EXIF. Choć na co dzień nie zaprzątamy sobie nimi głowy, mogą one stać się poważnym zagrożeniem dla naszej prywatności. Jednym z najbardziej wrażliwych elementów tych danych jest dokładna lokalizacja GPS. Kiedy i dlaczego warto zadbać o jej usunięcie przed wysłaniem lub opublikowaniem pliku? Przyjrzyjmy się sytuacjom, w których ta drobna zmiana może uchronić nas przed sporymi kłopotami.
Zanim przejdziemy do konkretnych sytuacji, warto zrozumieć, z czym właściwie mamy do czynienia. Metadane EXIF (Exchangeable Image File Format) to zestaw informacji automatycznie zapisywanych przez aparat lub smartfon w momencie robienia zdjęcia.
Wśród nich znajdują się dane techniczne, takie jak model telefonu, czas naświetlania, przysłona czy czułość ISO. Jednak najistotniejszą z punktu widzenia prywatności funkcją jest geotagowanie. Jeśli w telefonie mamy włączoną lokalizację, urządzenie zapisze w pliku dokładne współrzędne geograficzne miejsca, w którym staliśmy, naciskając spust migawki. Dla postronnej osoby odczytanie tych danych to kwestia kilku kliknięć.
Wystawiasz na sprzedaż drogi rower, konsolę do gier, markowy zegarek czy samochód na portalach typu OLX, Vinted czy Allegro Lokalnie? Zdjęcia robione w garażu, przed domem czy w salonie mogą zawierać dokładny adres Twojego miejsca zamieszkania. Potencjalny "kupiec" o złych zamiarach nie musi nawet pytać Cię o adres – wystarczy, że pobierze zdjęcie z ogłoszenia i odczyta współrzędne GPS. W ten sposób złodzieje mogą łatwo wytypować domy, w których znajdują się wartościowe przedmioty.
Bezpieczeństwo najmłodszych to absolutny priorytet. Rodzice chętnie dzielą się w sieci zdjęciami swoich pociech – z pierwszego dnia szkoły, z placu zabaw czy z ogrodu. Niestety, jeśli zdjęcia te zawierają metadane lokalizacji, każdy może dowiedzieć się, do którego przedszkola chodzi dziecko, gdzie najczęściej się bawi i gdzie dokładnie mieszka. Usunięcie geotagów przed wrzuceniem zdjęcia na Facebooka czy Instagrama (choć wiele dużych platform społecznościowych automatycznie usuwa te dane przy wgrywaniu, nie zawsze możemy mieć 100% pewności, a poza tym zdjęcia wysyłane przez komunikatory często zachowują metadane) to podstawowy krok w stronę ochrony prywatności malucha.
Nawet jeśli nie jesteś influencerem, dzielenie się zdjęciami z codziennego życia może nieść ryzyko. Zdjęcie pięknego zachodu słońca z tarasu nowego mieszkania, relacja z porannego biegania czy fotka pupila na kanapie – wszystkie te obrazy mogą zdradzić Twój dokładny adres domowy. Dla stalkera lub natrętnego znajomego to gotowa mapa Twojego życia. Usunięcie lokalizacji pozwala cieszyć się dzieleniem chwilami bez obaw, że ktoś zacznie kręcić się pod Twoimi drzwiami.
W świecie biznesu metadane mogą stać się źródłem wycieku tajemnic handlowych. Wyobraź sobie, że wysyłasz klientowi zdjęcie prototypu nowego produktu, nad którym pracujecie w tajnym laboratorium, albo dokumentację fotograficzną z placu budowy. Jeśli konkurencja wejdzie w posiadanie tych plików, z łatwością dowie się, gdzie dokładnie realizowany jest projekt lub gdzie znajduje się podwykonawca. W środowisku zawodowym dbanie o czystość plików przesyłanych do klientów czy partnerów to element profesjonalizmu i cyberbezpieczeństwa.
Dla dziennikarzy, sygnalistów (whistleblowerów) oraz aktywistów działających w trudnych rejonach świata, metadane lokalizacji mogą być kwestią życia i śmierci. Zdjęcie dokumentujące nadużycia władzy lub nielegalne działania, wysłane do redakcji z zachowanymi współrzędnymi GPS, może natychmiast zdradzić tożsamość i miejsce pobytu osoby, która je wykonała.
Historia zna spektakularne przypadki, w których brak dbałości o metadane doprowadził do poważnych konsekwencji. Najsłynniejszym z nich jest sprawa Johna McAfee – twórcy znanego oprogramowania antywirusowego.
W 2012 roku McAfee ukrywał się przed policją w Belize, która chciała go przesłuchać w związku ze sprawą zabójstwa jego sąsiada. Towarzyszyli mu dziennikarze magazynu Vice. Opublikowali oni w sieci artykuł ze zdjęciem McAfee i chwytliwym podpisem: „Jesteśmy teraz z Johnem McAfee, frajerzy”. Dziennikarze zapomnieli jednak o jednym szczególe – zdjęcie zostało zrobione iPhone'em, który automatycznie zapisał w pliku współrzędne GPS. Internauci i policja natychmiast odczytali metadane, które wskazały, że McAfee przebywa w Gwatemali. Niedługo potem został tam zatrzymany przez lokalne służby. To idealny dowód na to, że nawet eksperci od technologii mogą paść ofiarą własnego niedopatrzenia.
Na szczęście ochrona własnej prywatności nie wymaga specjalistycznej wiedzy programistycznej. Można to zrobić na kilka prostych sposobów, w zależności od urządzenia, z którego korzystasz.
Większość nowoczesnych telefonów pozwala na wyłączenie zapisywania lokalizacji bezpośrednio w ustawieniach aparatu.
Możesz też skorzystać z darmowych aplikacji ze sklepu Google Play (np. Exif Eraser), które pozwalają usunąć dane z już zrobionych zdjęć.
Apple pozwala na łatwe zarządzanie metadanymi podczas udostępniania zdjęć.
Możesz też całkowicie wyłączyć dostęp aparatu do GPS w Ustawienia -> Prywatność i bezpieczeństwo -> Usługi lokalizacji -> Aparat i zaznaczyć "Nigdy".
Jeśli chcesz oczyścić zdjęcia przed wysłaniem ich mailem lub wrzuceniem na stronę:
Metadane lokalizacji to niezwykle przydatne narzędzie, gdy chcemy uporządkować własne archiwum zdjęć z wakacji i przypomnieć sobie, gdzie dokładnie powstał dany kadr. Jednak w momencie, gdy plik opuszcza pamięć naszego urządzenia i trafia do sieci lub do rąk osób trzecich, te same dane stają się potencjalnym zagrożeniem. Wyrobienie w sobie nawyku usuwania geotagów przed publikacją to prosty, a zarazem niezwykle skuteczny krok w stronę świadomej ochrony własnej prywatności w cyfrowym świecie.