Gość (37.30.*.*)
Pucz monachijski z 1923 roku to jedno z najważniejszych wydarzeń wczesnej historii ruchu narodowosocjalistycznego w Niemczech. Nieudana próba przejęcia władzy przez Adolfa Hitlera i jego zwolenników zakończyła się strzelaniną na ulicach Monachium, śmiercią kilkunastu osób i aresztowaniem przyszłego dyktatora. W cieniu tych wielkich wydarzeń politycznych kryje się jednak niezwykła, mało znana historia dziesięcioletniego chłopca o nazwisku Gottfried Mayr. Kim był ten młody człowiek i dlaczego jego postać stała się elementem jednej z pierwszych nazistowskich legend propagandowych?
Gottfried Mayr nie był politykiem, żołnierzem ani bojówkarzem. W listopadzie 1923 roku był po prostu dziesięcioletnim dzieckiem mieszkającym w Monachium. 9 listopada, kiedy kolumna puczystów maszerowała przez miasto w kierunku Feldherrnhalle, chłopiec znalazł się na Odeonsplatz jako przypadkowy widz. Niestety, ciekawość dziecka doprowadziła do tragedii – Mayr znalazł się w samym środku chaosu, gdy bawarska policja otworzyła ogień do maszerujących narodowych socjalistów.
Starcie trwało zaledwie kilkadziesiąt sekund, ale zebrało krwawe żniwo. Zginęło kilkunastu puczystów oraz czterech policjantów. W chaosie, jaki wybuchł po pierwszych strzałach, ludzie rzucali się na ziemię lub uciekali w popłochu. Wśród rannych i przerażonych uchodźców znalazł się mały Gottfried, który został trafiony kulą w ramię.
W tym samym czasie ranny Adolf Hitler (który doznał bolesnego zwichnięcia barku, gdy upadający obok niego, śmiertelnie ugodzony Max Erwin von Scheubner-Richter pociągnął go za sobą) salwował się ucieczką. Wraz ze swoimi bliskimi współpracownikami przedostał się do czekającego w pobliżu samochodu.
Uciekający naziści – wśród których był dr Walter Schultze, lekarz zmonachijskiego pułku SA – zauważyli ranną ofiarę strzelaniny, czyli małego Gottfrieda Mayra. Zdecydowano o zabraniu chłopca do auta. To właśnie w pojeździe dr Schultze udzielił dziecku pierwszej pomocy, opatrując ranę postrzałową ramienia.
Chłopiec nie podróżował z nimi daleko. Został wysadzony w pobliżu bramy Isartor w Monachium, gdzie przekazano go pod opiekę krewnemu doktora Schultzego. Sam Hitler ruszył dalej na południe, ostatecznie ukrywając się w posiadłości Ernsta Hanfstaengla w Uffing am Staffelsee, gdzie dwa dni później został aresztowany przez policję.
Choć cała akcja ratunkowa była przede wszystkim zasługą lekarza udzielającego pomocy, a sam Hitler po prostu uciekał z miejsca zdarzenia, wkrótce po puczu monachijskim zaczęto tworzyć wokół tego wydarzenia zupełnie nową narrację. Adolf Hitler oraz jego machina propagandowa próbowali wykreować mit o rzekomym bohaterstwie przyszłego Führera.
Zaczęto rozpowszechniać opowieść, według której Hitler miał osobiście, pod gradem kul i z narażeniem własnego życia, wynieść bezbronne, ranne dziecko ze strefy ostrzału („aus dem Feuer getragen”). Gottfried Mayr miał być żywym dowodem na rzekome wielkie serce i odwagę wodza NSDAP.
Kłamstwo to nie przetrwało jednak próby czasu. Legenda została szybko i bezlitośnie zweryfikowana przez świadków oraz politycznych przeciwników Hitlera. Szczególnie głośno o manipulacji mówili ludzie z tak zwanego „kręgu Ludendorffa” (generał Erich Ludendorff był współliderem puczu, który później poróżnił się z Hitlerem). Wykazali oni, że rola Hitlera w uratowaniu chłopca była zerowa, a cała historia została rażąco ubarwiona na potrzeby propagandy. Widząc, że kłamstwo obraca się przeciwko niemu i ośmiesza go w oczach opinii publicznej, sam Hitler z czasem przestał odwoływać się do tej opowieści.
Przypadek Gottfrieda Mayra to doskonały przykład tego, jak wczesny ruch nazistowski próbował przekuwać sromotne porażki w propagandowe sukcesy. Pucz monachijski był dla Hitlera militarną i polityczną klęską, jednak poprzez tworzenie mitów o męczeństwie (czemu służył kult poległych puczystów) oraz o osobistym bohaterstwie, naziści budowali fundamenty pod przyszłą machinę propagandową Trzeciej Rzeszy. Dziesięcioletni Gottfried Mayr stał się mimowolnym pionkiem w tej grze, a jego historia pokazuje, że dla celów wizerunkowych naziści nie wahali się instrumentalnie wykorzystać nawet rannych dzieci.