Gość (83.4.*.*)
Kiedy myślimy o sporcie w Związku Radzieckim, przed oczami stają nam potężni ciężarowcy, genialni hokeiści i gimnastyczki wykonujące akrobacje przeczące prawom fizyki. Sowiecka maszyna propagandowa kochała sport, traktując go jako pole bitwy zimnej wojny i dowód na wyższość socjalizmu nad kapitalizmem. Istniała jednak dyscyplina, która przez lata spędzała sen z powiek radzieckim urzędnikom, aż w 1973 roku została oficjalnie zakazana. Mowa o kulturystyce.
Dlaczego rzeźbienie sylwetki uznano za zagrożenie dla ustroju i jakie argumenty ścierały się w tej niezwykłej, ideologicznej batalii?
Oficjalny sprzeciw wobec kulturystyki (w ZSRR nazywanej kulturizmem) nie wynikał z niechęci do samej aktywności fizycznej, ale z głębokich różnic ideologicznych. Władze i państwowi publicyści sformułowali szereg zarzutów, które doprowadziły do zepchnięcia tego sportu do podziemia.
W Związku Radzieckim jednostka miała być podporządkowana kolektywowi. Sport miał uczyć współpracy, poświęcenia dla drużyny i ojczyzny. Kulturystyka tymczasem stawiała w centrum jednostkę i jej własne ciało.
Podczas posiedzenia Państwowego Komitetu Sportu wiosną 1973 roku jeden z urzędników podsumował to słowami: „Kulturystyka? Pompowanie mięśni i pozowanie przed lustrem? Po co to sowieckiemu człowiekowi – żeby podziwiał swoje odbicie?”. Rzeźbienie sylwetki wyłącznie dla wyglądu uznano za przejaw skrajnego egoizmu, próżności i burżuazyjnego narcyzmu, które nie miały prawa bytu w socjalistycznym społeczeństwie.
Sowiecki system wychowania fizycznego opierał się na programie GTO (ros. Gotow k trudu i oboronie – „Gotów do pracy i obrony”). Każda aktywność fizyczna musiała nieść za sobą korzyść użytkową – przygotowywać obywatela do ciężkiej pracy w fabryce lub do służby w Armii Czerwonej.
Krytycy kulturystyki twierdzili, że buduje ona „puste mięśnie”. Uważano, że wielka masa mięśniowa wypracowana na siłowni jest niefunkcjonalna, ogranicza gibkość i nie przekłada się na realną siłę roboczą czy bojową. W przeciwieństwie do podnoszenia ciężarów, które było dyscypliną olimpijską o jasnych zasadach, kulturystykę postrzegano jako bezużyteczną fanaberię.
Kulturystyka rozwijała się najdynamiczniej w USA, a jej twarzami stawali się tacy herosi jak Arnold Schwarzenegger. Dla radzieckich decydentów sport ten był nośnikiem zachodniego stylu życia i kapitalistycznej propagandy.
Młodzi ludzie w ZSRR masowo poszukiwali przemycanych zza granicy magazynów kulturystycznych, wycinali zdjęcia zachodnich mistrzów i wieszali je na ścianach. Władze widziały w tym próbę ideologicznej dywersji i uleganie imperialistycznej modzie.
Sowiecka nauka o sporcie ceniła mierzalność i obiektywizm. W lekkoatletyce decydował czas, w podnoszeniu ciężarów – kilogramy na sztandze. Kulturystyka, w której o zwycięstwie decydowała subiektywna ocena sędziów analizujących proporcje i estetykę ciała, była dla radzieckich teoretyków sportu niezrozumiała i „nienaukowa”.
W prasie radzieckiej rozpoczęto nagonkę, w której kulturystów przedstawiano w bardzo złym świetle. Sugerowano, że młodzi ludzie budują siłę nie po to, by budować socjalizm, ale by łatwiej dokonywać przestępstw, brać udział w bójkach ulicznych i terroryzować uczciwych obywateli.
Zwolennicy kulturystyki w ZSRR – od samych ćwiczących po nielicznych, przychylnych im lekarzy i trenerów – nie zamierzali się poddawać. Aby przetrwać, musieli jednak dostosować swoją argumentację do realiów systemu i posługiwać się językiem partii.
Najważniejszym ruchem obronnym było odcięcie się od zachodnio brzmiącego słowa „kulturystyka”. Zamiast tego promowano termin gimnastyka atletyczna (ros. atleticzeskaja gimnastika). Przedstawiano ją nie jako dążenie do posiadania ogromnych mięśni, ale jako system ćwiczeń ogólnorozwojowych, łączący elementy gimnastyki, podnoszenia ciężarów i dbałości o zdrowie. Taki zabieg semantyczny pozwalał na legalne rejestrowanie klubów pod szyldem państwowych organizacji.
Zwolennicy argumentowali, że trening z ciężarami jest doskonałym narzędziem profilaktyki zdrowotnej. Wskazywali, że systematyczne ćwiczenia:
Przekonywano, że silne i zdrowe ciało to fundament „harmonijnie rozwiniętego człowieka radzieckiego”.
To był jeden z najsilniejszych argumentów społecznych. Twórcy pierwszych klubów gimnastyki atletycznej tłumaczyli lokalnym władzom, że przyciągając młodzież do piwnicznych siłowni, ratują ją przed zgubnym wpływem ulicy. Argumentowano, że chłopak, który spędza wieczory na dźwiganiu ciężarów, nie pije wódki w bramach, nie pali papierosów i nie wdaje się w konflikty z prawem. Siłownia miała być miejscem hartowania charakteru, dyscypliny i zdrowego trybu życia.
Zwolennicy wprost nawiązywali do programu GTO. Udowadniali, że młodzieńcy trenujący gimnastykę atletyczną osiągają znacznie lepsze wyniki podczas testów sprawnościowych przed poborem do wojska. Silniejszy fizycznie rekrut oznaczał silniejszą Armię Czerwoną, co bezpośrednio trafiało w potrzeby obronne państwa.
Mimo argumentów obrońców, w 1973 roku zapadła decyzja o zakazie uprawiania i promowania kulturystyki. Oficjalne sekcje zamknięto, a sportowcy musieli zejść do dosłownego podziemia.
Tak narodziła się era „kaczałek” (ros. kaczalka – od słowa kaczat’, czyli pompować). Były to piwniczne siłownie, tworzone nielegalnie lub półlegalnie przez pasjonatów.
Dopiero nadejście ery pierestrojki i rządów Michaiła Gorbaczowa przyniosło upragnioną zmianę. W 1987 roku zakaz został ostatecznie zniesiony, a kulturystyka w Związku Radzieckim mogła wreszcie wyjść z piwnic na oficjalne sceny i stadiony.