Gość (37.30.*.*)
Polski folklor skrywa mnóstwo niezwykłych tajemnic, a jedną z najbardziej fascynujących jest suka biłgorajska. Ten wyjątkowy, staropolski instrument smyczkowy przez dziesięciolecia był całkowicie zapomniany. Choć dziś, dzięki staraniom pasjonatów i wybitnych muzyków, przeżywa swój wielki renesans, jego nazwa wciąż budzi ogromne zaciekawienie, a czasem nawet lekkie rozbawienie. Dlaczego ten piękny instrument o głębokim, nostalgicznym brzmieniu został nazwany „suką”? I skąd wzięła się jego pełna nazwa? Przyjrzyjmy się bliżej tej frapującej historii.
Aby zrozumieć pochodzenie tej nietypowej nazwy, musimy cofnąć się do XIX wieku i przyjrzeć się lokalnemu językowi oraz tradycjom mieszkańców Roztocza i Lubelszczyzny. Kluczową postacią w tej historii jest Jan Aleksander Karłowicz – wybitny polski etnograf, muzykolog i językoznawca.
W 1888 roku Karłowicz opisał instrument na łamach czasopisma „Wisła”. Przytoczył tam niezwykle cenną wskazówkę językową, która wyjaśnia zagadkę nazwy. Otóż w okolicach Kocudzy (skąd pochodził instrument) na zwyczajne skrzypce mówiono potocznie... „psy”. Muzykanci mawiali na przykład, że ktoś „grał na psach”.
Skoro klasyczne, mniejsze i bardziej powszechne skrzypce były w lokalnej gwarze „psami”, to dla kontrastu większy, bardziej archaiczny, głośniejszy i trudniejszy w opanowaniu instrument nazwano „suką”. Było to naturalne, choć nieco przekorne i humorystyczne rozwinięcie tej samej „psiej” terminologii. Niektórzy badacze sugerują również, że nazwa mogła nawiązywać do surowego, ostrego, a czasem wręcz „skowyczącego” brzmienia instrumentu w rękach niewprawnego grajka.
Drugi człon nazwy – „biłgorajska” – ma charakter czysto geograficzny. Wskazuje on na region, w którym instrument ten przetrwał najdłużej. Ostatnie oryginalne egzemplarze oraz muzyków grających na suce udokumentowano pod koniec XIX wieku we wsi Kocudza, która leżała wówczas w powiecie biłgorajskim. Z tego powodu instrument bywa także nazywany „suką kocudzką”.
Suka biłgorajska to instrument o niezwykle dramatycznych losach. Na początku XX wieku całkowicie zaginął – do naszych czasów nie przetrwał ani jeden oryginalny, historyczny egzemplarz. Przez lata wiedza o nim opierała się wyłącznie na wspomnianych zapiskach Jana Karłowicza z 1888 roku oraz na niezwykle szczegółowej akwareli Wojciecha Gersona z 1895 roku. Gerson uwiecznił na niej instrument zakupiony w Kocudzy oraz grającego na nim 50-letniego Józefa Górę. Co niezwykle ważne, malarz umieścił na rysunku miarkę, co po latach umożliwiło precyzyjne odtworzenie wymiarów suki.
Wielki powrót suki nastąpił dopiero w latach 90. XX wieku. Wyzwanie jej rekonstrukcji podjęło niezależnie od siebie dwóch twórców:
Dzięki ich tytanicznej pracy, analizie rysunków oraz eksperymentom brzmieniowym, suka biłgorajska dosłownie ożyła. Maria Pomianowska odtworzyła zapomnianą technikę gry, a dziś instrument ten brzmi na koncertach na całym świecie i jest nauczany na poziomie akademickim.
Suka biłgorajska z wyglądu przypomina nieco grubsze, bardziej kanciaste skrzypce lub altówkę. Jej pudło rezonansowe jest tradycyjnie żłobione (dłubane) z jednego kawałka drewna, najczęściej czereśniowego lub jaworowego. Instrument posiada zazwyczaj cztery struny (choć historyczne źródła wspominały nawet o wersji siedmiostrunowej) strojone w kwintach, podobnie jak skrzypce.
To, co najbardziej wyróżnia sukę, to unikalny sposób gry, czyli tzw. technika paznokciowa.
Taka technika gry jest niezwykle rzadka w Europie, za to powszechnie występuje w Azji (gra się tak m.in. na mongolskim instrumencie morin chuur czy indyjskim sarangi). Świadczy to o bardzo głębokim, wręcz średniowiecznym rodowodzie suki.