Gość (37.30.*.*)
Arktyka kojarzy nam się dziś z bezkresną, mroźną pustynią, pokrytą śniegiem i lodem, gdzie przetrwanie graniczy z cudem. Jednak historia naszej planety to nieustanna karuzela zmian klimatycznych. W przeszłości były okresy, kiedy ten surowy region stawał się znacznie bardziej przyjazny dla życia. I tak, ludzie nie tylko wtedy tam docierali, ale zakładali prężnie rozwijające się osady. Dlaczego decydowali się na życie na dalekiej północy i jak cieplejszy klimat im to ułatwiał? Cofnijmy się w czasie, by odkryć fascynujące losy dawnych mieszkańców Arktyki.
Jednym z najbardziej spektakularnych i najlepiej udokumentowanych przykładów kolonizacji Arktyki podczas ocieplenia klimatu jest osadnictwo nordyckie. Wszystko zaczęło się pod koniec X wieku, w okresie znanym jako średniowieczne optimum klimatyczne (około 900–1300 r. n.e.).
W 985 roku słynny wiking Eryk Rudy, wygnany z Islandii, pożeglował na zachód i dotarł do brzegów ogromnej wyspy. Aby zachęcić innych do osiedlenia się na nowym lądzie, nazwał go „Grönland”, co dosłownie oznacza „Zielony Kraj”. Choć dziś ta nazwa brzmi jak chwyt marketingowy, badania naukowe potwierdzają, że w tamtych czasach południowe wybrzeża Grenlandii rzeczywiście oferowały znacznie łagodniejszy klimat niż w poprzednich i kolejnych stuleciach.
Osadnictwo to trwało kilkaset lat, a populacja wikingów na Grenlandii w szczytowym momencie liczyła kilka tysięcy osób. Wszystko zmieniło się jednak, gdy klimat ponownie zaczął się ochładzać, zwiastując nadejście tzw. małej epoki lodowej.
W tym samym czasie, gdy wikingowie budowali swoje kościoły i farmy na Grenlandii, w innej części Arktyki rozgrywała się kolejna wielka migracja. Około 1000 roku n.e. z obszarów Alaski na wschód zaczął przemieszczać się lud Thule – bezpośredni przodkowie dzisiejszych Inuitów.
Kluczem do ekspansji ludu Thule było ocieplenie klimatu, które otworzyło zamarznięte dotąd drogi wodne w kanadyjskiej Arktyce. Cieplejsze wody przyciągnęły ogromne ssaki morskie, zwłaszcza wieloryby grenlandzkie.
Lud Thule dysponował rewolucyjną technologią – dużymi, krytymi skórami łodziami zwanymi umiakami oraz zaawansowanymi harpunami. Mniejsza ilość lodu morskiego pozwoliła im na dalekomorskie polowania na te giganty. Podążając za trasami migracji wielorybów, Thule w krótkim czasie zasiedlili ogromne obszary od Alaski, przez kanadyjski Archipelag Arktyczny, aż po samą Grenlandię.
Co ciekawe, kiedy nadeszło ochłodzenie (mała epoka lodowa), Thule wykazali się niesamowitą elastycznością. W przeciwieństwie do wikingów, którzy kurczowo trzymali się europejskiego stylu życia i hodowli zwierząt, Inuitom udało się dostosować. Zmienili swoje metody łowieckie, zaczęli polować na foki przy otworach lodowych i przetrwali w Arktyce do dziś.
Jeśli cofniemy się jeszcze dalej w przeszłość, trafimy na okres zwany optimum klimatycznym holocenu (około 9000–5000 lat temu). Był to czas, kiedy z powodu naturalnych zmian w orbicie Ziemi północna półkula otrzymywała więcej promieniowania słonecznego latem. W efekcie Arktyka była wtedy znacznie cieplejsza niż w czasach przedindustrialnych.
W tym okresie granica lasów przesunęła się daleko na północ, a na terenach dzisiejszej tundry rosły lasy brzozowe i iglaste. Jak wpłynęło to na ludzi?
Choć może brzmieć to niewiarygodnie, ludzie żyli w Arktyce nawet podczas ostatniej epoki lodowcowej. Doskonałym tego dowodem jest stanowisko archeologiczne Yana RHS (Yana Rhinoceros Horn Site) na Syberii, położone daleko za kołem podbiegunowym.
Odkryto tam ślady bytowania ludzi sprzed około 30 000 lat! Choć ogólny klimat Ziemi był wtedy lodowaty, osadnictwo to rozwijało się w okresach tzw. interstadiałów – czyli cieplejszych i suchszych faz wewnątrz epoki lodowej. Ludzie ci (nazywani starożytnymi północnymi Syberyjczykami) polowali na mamuty, nosorożce włochate i dzikie konie. Cieplejsze okresy pozwalały na rozwój roślinności stepowej, która żywiła te gigantyczne stada, co z kolei przyciągało ludzkich drapieżników.
Analizując historię osadnictwa w Arktyce, możemy wyróżnić kilka głównych powodów, dla których cieplejszy klimat przyciągał tam ludzi:
Historia pokazuje, że Arktyka nigdy nie była całkowicie odcięta od ludzkiej obecności. Kiedy klimat stawał się łagodniejszy, człowiek natychmiast wykorzystywał tę szansę, udowadniając swoją niezwykłą zdolność do adaptacji w nawet najbardziej wymagających zakątkach naszej planety.