Gość (37.30.*.*)
Czy zastanawiałeś się kiedyś, co lądowało na talerzach ludzi, którzy rządzili imperiami, pisali epopeje narodowe lub zmieniali bieg historii Kościoła? Choć mogłoby się wydawać, że o wielkich postaciach wiemy wszystko, kwestia ich codziennego jadłospisu bywa dla historyków kuchni prawdziwym wyzwaniem. W przypadku jednych postaci historycy dysponują tak szczegółowymi raportami medycznymi, że znają niemal każdy kęs, który trafił do ich ust. W przypadku innych muszą polegać na domysłach, ogólnych trendach epoki lub poetyckiej nostalgii. Jak to wygląda u siedmiu wybranych bohaterów?
W przypadku króla Franków i cesarza rzymskiego historycy kuchni są wyjątkowo zgodni. Zawdzięczamy to jednemu, niezwykle rzetelnemu źródłu z epoki — biografii Życie Karola Wielkiego (Vita Karoli Magni), napisanej przez jego dworzanina Einharda.
Einhard szczegółowo opisał nawyki żywieniowe władcy. Karol Wielki był człowiekiem o umiarkowanym apetycie (jak na standardy wczesnośredniowiecznych władców) i rzadko pił więcej niż trzy puchary wina do obiadu. Jego codzienny posiłek składał się zazwyczaj z czterech dań, nie licząc pieczystego, które uważał za swój absolutny przysmak. Co ciekawe, cesarz szczerze nienawidził gotowanego mięsa. Gdy w podeszłym wieku lekarze próbowali nakłonić go do zmiany diety na lżejszą i zalecali potrawy gotowane zamiast pieczonych na rożnie, Karol po prostu ignorował ich rady. Dzięki zapiskom Einharda historycy nie muszą tu spekulować — codzienne menu cesarza jest dobrze udokumentowane.
Jeśli chodzi o jednego z najważniejszych papieży średniowiecza, historycy kuchni nie są i nie mogą być zgodni co do jego codziennego jadłospisu. Powód jest prosty: bezpośrednie źródła opisujące, co Grzegorz VII jadł na co dzień, po prostu nie istnieją lub ich zapiski się nie zachowały. Nie da się tego bezpośrednio zweryfikować, a moja baza wiedzy nie zawiera takich informacji.
Historycy mogą jedynie przypuszczać, jak wyglądała jego dieta, opierając się na regułach zakonnych tamtych czasów. Zanim Hildebrand został papieżem, był benedyktyńskim mnichem powiązanym z reformą kluniacką. Dieta mnichów w XI wieku była surowa, oparta na chlebie, warzywach strączkowych, jajach, rybach i umiarkowanych ilościach wina, z licznymi i rygorystycznymi okresami postu. Czy Grzegorz VII zachował te ascetyczne nawyki na papieskim dworze? Prawdopodobnie tak, biorąc pod uwagę jego bezkompromisowy charakter, jednak szczegółowe menu jego codziennych posiłków pozostaje wyłącznie w sferze domysłów.
W przypadku Króla Słońce historycy kuchni mają ułatwione zadanie. Istnieje absolutna zgodność co do tego, co i jak jadał władca Francji. Codzienność wersalskiego dworu była skrajnie sformalizowana, a każdy krok króla — w tym jego posiłki — szczegółowo dokumentowano w pamiętnikach (np. księcia de Saint-Simon) oraz w skrupulatnych dziennikach prowadzonych przez jego osobistych lekarzy (Vallota, d'Aquina i Fagona).
Ludwik XIV słynął z wręcz monstrualnego apetytu. Jego codzienny obiad składał się z kilkunastu dań: od różnorodnych zup (które uwielbiał), przez pieczone bażanty, kuropatwy, baraninę, szynki, aż po owoce i wyszukane desery. Król zapoczątkował też we Francji prawdziwe szaleństwo na punkcie świeżego zielonego groszku (petit pois).
Istnieje jednak ważny szczegół, o którym historycy często wspominają: w późniejszym okresie życia król nie miał już zębów (zostały mu usunięte wraz z częścią podniebienia podczas nieudanych zabiegów dentystycznych). Z tego powodu, mimo gigantycznego apetytu, jego codzienne potrawy musiały być przecierane, mielone lub podawane w formie bardzo miękkich papek.
Dieta królowej Wiktorii jest kolejnym tematem, w którym historycy są całkowicie zgodni. Dzięki zachowanym menu z królewskich kuchni, osobistym dziennikom monarchini oraz badaniom historyków (takich jak Annie Gray, autorka książki The Greedy Queen) wiemy o jej nawykach niemal wszystko.
Wiktoria traktowała jedzenie jako pocieszenie i wielką przyjemność, co było reakcją na rygorystyczne dzieciństwo, podczas którego trzymano ją na bardzo mdłej diecie składającej się głównie z chleba, mleka i prostej baraniny. Jako dorosła kobieta i władczyni jadła obficie. Jej śniadania i obiady składały się z wielu dań: od ryb, przez pieczyste, po ukochane przez nią słodycze i ziemniaki.
Historycy zgodnie podkreślają też jej niezwykłe tempo jedzenia. Wiktoria pochłaniała posiłki błyskawicznie, co stwarzało ogromny problem dla jej gości. Zgodnie z etykietą dworską, gdy królowa kończyła jeść, służba natychmiast zabierała talerze wszystkim biesiadnikom — niezależnie od tego, czy zdążyli cokolwiek przełknąć.
Historycy nie mają wątpliwości: Napoleon Bonaparte był całkowitym przeciwieństwem smakosza. Choć żył w czasach, gdy francuska gastronomia przeżywała swój złoty wiek, cesarz traktował jedzenie wyłącznie jako paliwo do działania.
Napoleon jadał niezwykle szybko (obiad rzadko zajmował mu więcej niż 10–15 minut) i bardzo niechlujnie. Często jadł palcami, ignorując sztućce, i brudził przy tym ubranie oraz obrus. Jego codzienne menu było bardzo proste: lubił ziemniaki, soczewicę, fasolę oraz prosto przyrządzonego kurczaka (w tym słynnego kurczaka Marengo z pomidorami). Do posiłku wypijał zazwyczaj około pół butelki czerwonego wina Chambertin, które obowiązkowo rozcieńczał wodą. Historycy są tu całkowicie zgodni — Napoleon wolał żołnierską prostotę od wykwintnych uczt.
W przypadku naszego wieszcza narodowego sprawa jest bardziej skomplikowana. Z jednej strony wiemy, jakie smaki Mickiewicz uwielbiał. Z listów i wspomnień jego przyjaciół wyłania się obraz człowieka tęskniącego za kuchnią polsko-litewską. Kochał czerninę (zupę z kaczej krwi), bigos, kołduny i szczupaka po żydowsku.
Z drugiej strony, jak zauważa badaczka Alina Witkowska w Encyklopedii Mickiewicza, bezpośrednie przekazy na temat codziennych nawyków kulinarnych poety nie są zbyt liczne. Historycy literatury i kuchni (np. prof. Jarosław Dumanowski) przestrzegają przed utożsamianiem wystawnych uczt opisanych w Panu Tadeuszu z codziennym talerzem poety. Mickiewicz czerpał opisy potraw z XVII-wiecznej książki kucharskiej Compendium ferculorum Stanisława Czernieckiego, traktując je jako element poetyckiej kreacji i narodowego mitu.
Na emigracji, zwłaszcza w Paryżu czy pod koniec życia w Turcji, Mickiewicz żył bardzo skromnie, a jego codzienna dieta była prosta, czasem wręcz uboga. Choć więc historycy zgadzają się co do jego kulinarnych miłości, nie ma pełnej zgodności ani szczegółowych źródeł pozwalających odtworzyć jego codzienne, rutynowe menu.
W przypadku Redaktora paryskiej „Kultury” historycy i biografowie są bardzo zgodni. Życie w Maisons-Laffitte pod Paryżem miało charakter niemal zakonny, a codzienne rytuały mieszkańców willi przy Avenue de Poissy zostały świetnie udokumentowane we wspomnieniach jego bliskich współpracowników, m.in. Zofii Hertz i Józefa Czapskiego.
Giedroyc był pracoholikiem, który zupełnie nie dbał o zdrowe odżywianie. Palił ogromne ilości papierosów i pił litry mocnej kawy. Sam otwarcie przyznawał (co potwierdził m.in. podczas słynnego czatu internetowego w 2000 roku), że najbardziej lubi ciężką kuchnię litewsko-rosyjską, z kołdunami na czele, i chętnie je wszystko to, czego jeść nie powinien.
W Maisons-Laffitte za kuchnię odpowiadała Zofia Hertz. Choć początkowo nie potrafiła gotować (jej pierwszą zupę pomidorową Giedroyc złośliwie ochrzcił mianem „bebełuchy”), z czasem stała się znakomitą kucharką, która dbała o to, by na stole regularnie pojawiały się proste, ale pożywne dania dla całej „rodziny” Kultury. Codzienny jadłospis Giedroycia był więc prosty, rutynowy i zdominowany przez jego miłość do tradycyjnych, wschodnich smaków.
Zgoda historyków zależy głównie od epoki i charakteru danej postaci. O ile w przypadku Ludwika XIV, królowej Wiktorii czy Napoleona dysponujemy niemal aptekarskimi dowodami na ich codzienne menu, o tyle przy postaciach takich jak papież Grzegorz VII czy Adam Mickiewicz musimy pogodzić się z pewnymi białymi plamami. Jedno jest pewne — jedzenie od zawsze było nie tylko potrzebą fizjologiczną, ale też manifestacją charakteru, statusu, a czasem, jak u Mickiewicza, głębokiej tęsknoty za utraconą ojczyzną.