Jakie masz pytanie?

lub

Dlaczego kryzys był drugim imieniem PRL-u?

przyczyny gospodarcze PRL gospodarka planowa PRL kryzysy społeczne PRL
avatar

Gość (37.30.*.*)



Odpowiedź:

Kiedy myślimy o Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, przed oczami stają nam często kadry z filmów Stanisława Barei: absurdalne kolejki, puste haki w sklepach mięsnych i wszechobecny kombinat kombinowania. Choć dziś te sceny budzą uśmiech politowania, dla milionów Polaków żyjących w tamtych czasach były one szarą, frustrującą codziennością. Określenie, że kryzys był drugim imieniem PRL-u, nie jest ani przesadą, ani złośliwością historyków. To po prostu najdokładniejszy opis systemu, który od samego początku nosił w sobie genetyczną wadę prowadzącą do permanentnej niewydolności.

Dlaczego gospodarka PRL-u nie potrafiła wyjść na prostą i dlaczego kryzys wracał tam niczym bumerang? Aby to zrozumieć, musimy przyjrzeć się mechanizmom, które rządziły tamtym światem.

System, który musiał się zepsuć

Fundamentem problemów PRL-u była gospodarka planowa (nakazowo-rozdzielcza). W normalnych warunkach rynkowych to popyt i podaż decydują o tym, ile towarów trafia na półki i ile one kosztują. Jeśli ludzie chcą kupować buty, przedsiębiorcy produkują ich więcej, a konkurencja dba o ich jakość i rozsądną cenę.

W PRL-u było zupełnie inaczej. O tym, ile par butów, ton węgla czy bochenków chleba potrzebuje naród, decydowali urzędnicy w Warszawie, siedzący przy biurkach w Państwowej Komisji Planowania Gospodarczego. Plany były układane na pięć lat do przodu. System ten był całkowicie ślepy na rzeczywiste potrzeby ludzi. W efekcie dochodziło do absurdów: brakowało podstawowych artykułów higienicznych, podczas gdy magazyny uginały się pod ciężarem nikomu niepotrzebnych maszyn rolniczych o złych parametrach lub ubrań w jednym, niemodnym fasonie.

Brak konkurencji sprawiał również, że państwowe fabryki nie miały żadnej motywacji do poprawy jakości swoich wyrobów czy unowocześniania produkcji. Po co się starać, skoro klient i tak kupi wszystko, co rzucono na sklepowe półki?

Dekada Gierka, czyli wielka iluzja na kredyt

Najbardziej spektakularny kryzys, którego skutki Polacy odczuwali przez dekady, narodził się w latach 70. XX wieku, za rządów Edwarda Gierka. Początek jego dekady kojarzy się z otwarciem na Zachód, powiewem nowoczesności, Coca-Colą, bananami i zakupem licencji na Fiata 126p, czyli kultowego Malucha.

Problem polegał na tym, że ten nagły skok cywilizacyjny nie wynikał z nagłego uzdrowienia polskiej gospodarki, ale z gigantycznych kredytów zaciągniętych na Zachodzie. Gierek miał plan: pożyczymy dewizy, wybudujemy nowoczesne fabryki, będziemy eksportować nasze towary na Zachód, a z zarobionych pieniędzy spłacimy długi.

Plan brzmiał pięknie, ale zderzył się z brutalną rzeczywistością socjalizmu. Inwestycje były marnotrawione, fabryki budowano zbyt wolno, a produkowane w nich towary często nie spełniały zachodnich norm jakościowych. Gdy pod koniec lat 70. na świecie wybuchł kryzys paliwowy, a stopy procentowe poszybowały w górę, Polska wpadła w pętlę zadłużenia. Okazało się, że nie mamy z czego spłacać rat, a zachodnie banki zakręciły kurek z pieniędzmi. Domek z kart runął, a Polacy obudzili się w brutalnej rzeczywistości lat 80.

Kartki, kolejki i puste półki

Lata 80. to apogeum kryzysu gospodarczego w PRL. Symbolem tamtej dekady stały się kartki reglamentacyjne. Choć system kartkowy wprowadzano już wcześniej (np. na cukier w 1976 roku), to w latach 80. objął on niemal wszystko: mięso, masło, mąkę, kaszę, czekoladę, alkohol, papierosy, benzynę, a nawet buty i pieluchy dla dzieci.

Posiadanie kartki nie gwarantowało jednak zakupu. Trzeba było jeszcze odstać swoje w gigantycznych kolejkach. Ludzie spędzali w nich po kilkanaście godzin, często stojąc w nocy, by kupić pralkę, meble czy papier toaletowy. Powstawały tzw. komitety kolejkowe, które pilnowały listy społecznej, a zawód „stacza kolejkowego” (osoby, która za opłatą stała w kolejce za kogoś innego) stał się intratnym zajęciem.

W sklepach brakowało dosłownie wszystkiego. Jedynym towarem, którego nigdy nie brakowało i który dumnie prezentował się na pustych półkach, był ocet. Stał się on ponurym symbolem gospodarczej katastrofy systemu komunistycznego.

Cykliczne wybuchy społeczne

Kryzys w PRL-u miał nie tylko wymiar ekonomiczny, ale też polityczny i społeczny. Ponieważ ceny wszystkich towarów były ustalane odgórnie przez państwo, każda próba urealnienia ich wartości (czyli drastyczna podwyżka cen żywności) kończyła się wybuchem społecznym.

Historia PRL-u to cykl następujących po sobie kryzysów i protestów:

  • Czerwiec 1956 (Poznań) – robotnicy wyszli na ulice pod hasłami „Chleba i wolności”.
  • Grudzień 1970 – krwawo stłumione protesty na Wybrzeżu, wywołane nagłą podwyżką cen mięsa tuż przed świętami Bożego Narodzenia.
  • Czerwiec 1976 (Radom i Ursus) – kolejne strajki po zapowiedzi drastycznych podwyżek cen żywności.
  • Sierpień 1980 – narodziny „Solidarności”, będące bezpośrednią reakcją na kryzys gospodarczy i drożyznę.

Za każdym razem scenariusz wyglądał podobnie: władza podnosiła ceny, ludzie wychodzili na ulice, dochodziło do starć, po czym ekipa rządząca wycofywała się z podwyżek (lub je łagodziła), obiecywała poprawę, a dotychczasowego pierwszego sekretarza partii zastępował nowy, który obiecywał „drugą Polskę”. Systemu nie dało się jednak zreformować bez wprowadzenia wolnego rynku.

Ciekawostki z czasów kryzysu, o których mogłeś nie wiedzieć

  • Pewex, czyli raj za dolary: W czasach, gdy w zwykłych sklepach brakowało wszystkiego, istniały sklepy walutowe Pewex (Przedsiębiorstwo Eksportu Wewnętrznego) oraz Baltona. Można w nich było kupić luksusowe towary z Zachodu (klocki LEGO, dżinsy, markowe kosmetyki, słodycze, sprzęt RTV), ale płaciło się wyłącznie dolarami amerykańskimi lub specjalnymi bonami towarowymi Pekao. Legalne posiadanie obcych walut było przez długi czas zabronione, ale państwo przymykało oko na czarny rynek, byle tylko pozyskać od obywateli cenne dewizy.
  • Cinkciarze – królowie czarnego rynku: Ponieważ oficjalny kurs wymiany walut w bankach był fikcją, pod Pewexami i hotelami kwitł handel walutami. Zajmowali się nim cinkciarze (nazwa pochodzi od angielskiego zwrotu change money wymawianego jako "ciencz mani"). Byli oni jednymi z najbogatszych ludzi w PRL-u, choć ich działalność była nielegalna.
  • Samochód jako inwestycja życia: W normalnej gospodarce nowy samochód traci na wartości w chwili wyjazdu z salonu. W PRL-u, ze względu na ogromny głód motoryzacyjny i system przedpłat (oraz talony na auta dla wybranych), używany samochód na giełdzie samochodowej potrafił kosztować więcej niż fabrycznie nowy w Polmozbycie!

Kryzys towarzyszył PRL-owi od narodzin aż do samego końca w 1989 roku. System oparty na centralnym planowaniu, braku własności prywatnej i wolnej konkurencji po prostu nie mógł działać efektywnie. Choć Polacy wykazali się w tym okresie niesamowitą kreatywnością i zaradnością, codzienne zmagania z niedoborami pokazały, że gospodarki nie da się dekretować ustawami zza biurka urzędnika.

Podziel się z innymi: