Jakie masz pytanie?

lub

Czy za przełykanie pokarmu odpowiada grawitacja, czy mięśnie?

jak działa przełykanie ruchy perystaltyczne przełyku proces przełykania pokarmu
avatar

Gość (37.30.*.*)



Odpowiedź:

Wyobraź sobie taką sytuację: wisicie głową w dół na trzepaku albo na zajęciach z jogi i nagle bierzecie łyk wody lub kęs batona. Czy jedzenie bez przeszkód trafi do Waszego żołądka, czy może utknie w gardle, a grawitacja bezlitośnie ściągnie je z powrotem? Choć intuicja mogłaby podpowiadać, że to właśnie siła przyciągania ziemskiego pomaga nam „wrzucać” jedzenie do żołądka, rzeczywistość jest zupełnie inna. Za przełykanie pokarmu odpowiadają niemal wyłącznie mięśnie!

Grawitacja może co najwyżej delikatnie ułatwić ten proces, gdy stoimy lub siedzimy, ale nie jest ona niezbędna. Najlepszym na to dowodem są astronauci przebywający na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). W stanie nieważkości, gdzie grawitacja nie działa tak jak na Ziemi, bez problemu jedzą kosmiczne posiłki i piją napoje. Jak to możliwe? Wszystko dzięki niezwykle precyzyjnemu i silnemu mechanizmowi, w który natura wyposażyła nasze ciała.

Jak działa proces przełykania krok po kroku?

Przełykanie (nazywane medycznie deglutacją) to niezwykle skomplikowany proces, w którym bierze udział kilkadziesiąt mięśni oraz nerwów. Całą tę drogę możemy podzielić na trzy główne etapy:

1. Faza ustna (zależna od naszej woli)

Wszystko zaczyna się w jamie ustnej. Gryziemy pokarm, mieszamy go ze śliną i formujemy tak zwany kęs pokarmowy. Gdy jesteśmy gotowi, nasz język wykonuje ruch do góry i do tyłu, dociskając jedzenie do podniebienia i przesuwając je w kierunku gardła. To jedyny moment całego procesu, nad którym mamy pełną, świadomą kontrolę.

2. Faza gardłowa (odruchowa)

Gdy kęs dotyka tylnej ściany gardła, uruchamia się automatyczny odruch przełykania – nad tym już nie musimy (a nawet nie możemy) myśleć. W tym ułamku sekundy dzieje się magia: podniebienie miękkie unosi się, by zamknąć drogę do nosa, a specjalna chrząstka zwana nagłośnią opada, szczelnie zamykając wejście do krtani i dróg oddechowych. Dzięki temu jedzenie nie trafia do płuc (co skończyłoby się groźnym zachłyśnięciem), ale jest kierowane prosto do przełyku.

3. Faza przełykowa (automatyczna)

To tutaj grawitacja ostatecznie przegrywa walkę z biologią. Przełyk to elastyczna rura o długości około 25 centymetrów, łącząca gardło z żołądkiem. Gdy pokarm do niego wpada, mięśnie przełyku natychmiast ruszają do pracy.

Czym są ruchy perystaltyczne?

Kluczem do zrozumienia, dlaczego możemy przełykać w każdej pozycji, są ruchy perystaltyczne (nazywane też robaczkowymi). Ściany przełyku składają się z mięśni gładkich oraz poprzecznie prążkowanych, które kurczą się w bardzo charakterystyczny sposób.

Działa to jak fala:

  1. Mięśnie znajdujące się tuż nad kęsem pokarmu kurczą się, zwężając światło przełyku i popychając jedzenie w dół.
  2. Jednocześnie mięśnie znajdujące się pod kęsem rozluźniają się, robiąc dla niego miejsce.
  3. Ta skoordynowana fala skurczów przesuwa się wzdłuż całego przełyku, przesuwając pokarm niezależnie od tego, czy stoimy na nogach, leżymy w łóżku, czy zwisamy głową w dół.

Cała podróż kęsa z gardła do żołądka trwa zazwyczaj zaledwie od kilku do kilkunastu sekund. Na samym końcu przełyku znajduje się dolny zwieracz przełyku – specjalny mięśniowy pierścień, który kurczy się i działa jak zawór jednokierunkowy. Otwiera się, by wpuścić jedzenie do żołądka, a następnie szczelnie zamyka, by kwas żołądkowy i treść pokarmowa nie cofały się do góry.

Czy grawitacja w ogóle nam pomaga?

Choć mięśnie wykonują całą ciężką pracę, grawitacja nie jest całkowicie bezużyteczna. Kiedy jemy w pozycji pionowej (stojąc lub siedząc), grawitacja sprawia, że płyny i drobne kęsy spływają do żołądka nieco szybciej, zanim jeszcze fala perystaltyczna zdąży się w pełni rozwinąć.

Jednak poleganie wyłącznie na grawitacji byłoby dla nas zgubne. Gdyby nie mięśnie i ruchy perystaltyczne, każdy posiłek w pozycji leżącej kończyłby się zadławieniem, a spanie po obfitej kolacji byłoby fizycznie niemożliwe.

Dlaczego nie powinno się jeść na leżąco?

Skoro mięśnie radzą sobie tak świetnie, dlaczego lekarze i rodzice odradzają jedzenie w łóżku lub w pozycji półleżącej? Powód nie leży w samym przełykaniu, ale w bezpieczeństwie naszych dróg oddechowych.

W pozycji leżącej trudniej o idealną koordynację fazy gardłowej. Rośnie ryzyko, że jedzenie lub płyn „pójdzie nie w tę dziurkę”, czyli ominie nagłośnię i trafi do krtani. Ponadto leżenie płasko sprzyja cofaniu się treści żołądkowej (refluksowi), ponieważ grawitacja nie pomaga wtedy zwieraczowi przełyku w utrzymaniu kwasów tam, gdzie ich miejsce – czyli w żołądku.

Podsumowując: to nasze mięśnie są prawdziwymi bohaterami każdego posiłku. Dzięki nim możemy cieszyć się jedzeniem w każdych warunkach – nawet jeśli kiedyś przyjdzie nam spędzić urlop na stacji kosmicznej!

Podziel się z innymi: