Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie gorący, letni dzień, soczystego arbuza przekrojonego na pół... i ten charakterystyczny, lekko musujący, „procentowy” zapach, który pojawia się, gdy owoc zbyt długo poleży w cieple. To znak, że natura wzięła sprawy w swoje ręce i rozpoczęła proces fermentacji. Ale czy z takiego fermentującego arbuza naprawdę powstaje alkohol? I czy do tego procesu niezbędne są drożdże? Przyjrzyjmy się bliżej temu, co dzieje się wewnątrz tego gigantycznego owocu, gdy zaczyna on „pracować”.
Z chemicznego punktu widzenia proces, o którym mowa, to fermentacja alkoholowa. Zachodzi ona wtedy, gdy mikroorganizmy – a dokładniej drożdże – zaczynają zjadać cukry proste (fruktozę i glukozę) zawarte w owocach. W wyniku tego procesu drożdże produkują dwa główne produkty uboczne: dwutlenek węgla (który odpowiada za bąbelki i „gazowanie” owocu) oraz etanol, czyli alkohol etylowy.
Arbuz składa się w około 92% z wody, ale pozostała część to w dużej mierze cukry. To sprawia, że jest on doskonałą pożywką dla drożdży. Jeśli więc zostawisz rozkrojonego arbuza w ciepłym miejscu, proces ten rozpocznie się samoczynnie. W efekcie w owocu rzeczywiście zacznie powstawać alkohol.
Krótka odpowiedź brzmi: technicznie nie, ale w praktyce – zdecydowanie tak, jeśli Twoim celem jest uzyskanie smacznego i bezpiecznego napoju alkoholowego.
Na skórce arbuza, w powietrzu, a nawet na nożu, którym go kroisz, naturalnie bytują tak zwane dzikie drożdże. Gdy tylko miąższ arbuza zostanie odsłonięty i ma kontakt z powietrzem, te mikroskopijne organizmy natychmiast przystępują do pracy. Zaczną one fermentować cukier bez jakiejkolwiek pomocy z Twojej strony.
Problem z dziką fermentacją polega jednak na tym, że jest ona całkowicie nieprzewidywalna. Oprócz dzikich drożdży na arbuzie znajdują się również bakterie kwasu octowego, bakterie kwasu mlekowego oraz zarodniki pleśni. Ponieważ arbuz ma bardzo niską kwasowość i mnóstwo wody, jest niezwykle podatny na psuje. Zamiast pysznego arbuza z prądem, najczęściej otrzymasz sfermentowaną, śmierdzącą maź, która może wywołać poważne zatrucie pokarmowe.
Jeśli planujesz zrobić domowe wino z arbuza lub inny napój alkoholowy, dodanie wyselekcjonowanych drożdży winiarskich (szlachetnych) jest kluczowe. Oto dlaczego:
Jeśli znajdziesz w kuchni arbuza, który leżał tam zbyt długo, zaczął bąbelkować, wydzielać alkoholowy zapach, a jego miąższ stał się gąbczasty – bezwzględnie go wyrzuć.
Taka przypadkowa fermentacja niesie ze sobą spore ryzyko. Oprócz wspomnianego alkoholu w owocu mogły namnożyć się patogeny, takie jak bakterie Salmonella czy Listeria, które świetnie czują się w wilgotnym, mało kwaśnym środowisku arbuza. Co więcej, jeśli na powierzchni pojawiła się choćby odrobina pleśni, cały owoc jest już przerośnięty niewidocznymi gołym okiem toksycznymi nitkami grzybni (mikotoksynami).
Jeśli chcesz poeksperymentować i stworzyć kontrolowany alkohol z arbuza, musisz podejść do tematu profesjonalnie. Oto kilka podstawowych zasad:
Zjawisko fermentacji owoców bez udziału człowieka jest w przyrodzie niezwykle powszechne. Jesienią, gdy na ziemię spadają jabłka, gruszki czy śliwki, szybko zaczynają fermentować pod wpływem dzikich drożdży. Leśne zwierzęta – od ptaków, przez jeże, aż po łosie – chętnie zjadają takie owoce. Efekt? W internecie można znaleźć mnóstwo filmów przedstawiających „pijane” zwierzęta, które po zjedzeniu sfermentowanych owoców mają wyraźne problemy z utrzymaniem równowagi!