Gość (37.30.*.*)
Historia rodziny Kuligów to jedna z najbardziej poruszających i tragicznych opowieści z czasów II wojny światowej, nierozerwalnie związana z piekłem obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Choć nazwisko Kulig jest w Polsce popularne, w kontekście historycznym najczęściej przywołuje się losy Franciszki i Wawrzyńca Kuligów z Poręby Wielkiej – miejscowości położonej zaledwie kilka kilometrów od drutów oświęcimskiego obozu. Ich życie stało się symbolem niewyobrażalnego poświęcenia, miłości i okrucieństwa, jakie niosła ze sobą niemiecka okupacja.
Przed wojną Kuligowie prowadzili skromne, ale spokojne życie. Wawrzyniec pracował w kopalni „Brzeszcze”, a Franciszka zajmowała się domem i dziećmi. Wszystko zmieniło się 1 września 1941 roku. To właśnie wtedy z obozu Auschwitz uciekł więzień Jan Nowaczek. Ucieczka była brawurowa – Nowaczek wykradł mundur SS oraz rower i po prostu wyjechał przez bramę. Szukając schronienia, trafił na podwórko Kuligów w Porębie Wielkiej.
Gdy Franciszka i Wawrzyniec zobaczyli na swoim progu człowieka w mundurze esesmana, byli przerażeni. Nowaczek jednak szybko wyjawił prawdę: rozpiął bluzę, pod którą miał obozowy pasiak, i błagał o pomoc. Mimo ogromnego ryzyka, Kuligowie nie potrafili odmówić. Nakarmili go, dali cywilne ubranie i pomogli w dalszej ucieczce. Wtedy nie wiedzieli jeszcze, że ta chwila miłosierdzia stanie się dla nich wyrokiem.
Jan Nowaczek cieszył się wolnością przez kilka miesięcy, jednak ostatecznie wpadł w ręce Niemców. Poddany brutalnym torturom, zaczął wydawać osoby, które pomogły mu podczas ucieczki. W maju 1942 roku pod dom Kuligów podjechał samochód z funkcjonariuszami Gestapo. Franciszka, która była wówczas w zaawansowanej ciąży, została aresztowana i przewieziona do bloku 11 w Auschwitz – osławionego „bloku śmierci”.
Niemcy postawili okrutne ultimatum: Franciszka zostanie zwolniona tylko wtedy, gdy jej mąż, Wawrzyniec, zgłosi się do obozu dobrowolnie. Była to cyniczna gra okupanta, który chciał ukarać całą rodzinę za pomoc uciekinierowi.
Decyzja Wawrzyńca była natychmiastowa, choć tragiczna. Wiedział, że idąc do Auschwitz, idzie na pewną śmierć, ale chciał za wszelką cenę ratować żonę i nienarodzone dziecko. 24 maja 1942 roku pożegnał się z dziećmi i matką, po czym przekroczył bramę obozu.
Relacje świadków i samej Franciszki, spisane po latach, malują obraz człowieka, który w obliczu ostatecznego zagrożenia zachował niezwykłą godność. Wawrzyniec został osadzony w obozie jako więzień polityczny pod numerem 41623. Podobno na drzwiach celi numer 18 w bloku 11 wydrapał paznokciem swoje imię i nazwisko – ślad, który Franciszka mogła zobaczyć później na własne oczy.
Dzięki poświęceniu męża, Franciszka Kulig została zwolniona z obozu 5 czerwca 1942 roku. Zaledwie kilka godzin po powrocie do domu urodziła syna, któremu nadała imię po ojcu – Wawrzyniec. Niestety, radość z ocalenia i narodzin dziecka była przyćmiona świadomością losu, jaki spotkał jej męża.
Wawrzyniec Kulig nie przeżył obozu. Został rozstrzelany 11 sierpnia 1942 roku pod „ścianą śmierci” na dziedzińcu bloku 11. Oficjalna wiadomość, którą otrzymała rodzina, mówiła o śmierci na tyfus, co było standardową procedurą tuszowania egzekucji przez władze obozowe.
Historia Franciszki i Wawrzyńca Kuligów przez lata pozostawała znana głównie lokalnie i w kręgach historyków zajmujących się pomocą niesioną więźniom Auschwitz przez mieszkańców okolicznych wsi (tzw. przyobozie). Szerszej publiczności przybliżyła ją Nina Majewska-Brown w swojej książce „Ocalona z Auschwitz. Pójdę za Tobą na koniec świata”. Autorka oparła swoją opowieść na autentycznych relacjach Franciszki, która dożyła sędziwego wieku, niosąc w sobie pamięć o mężu-bohaterze.
Ciekawostki i dodatkowe informacje:
Losy rodziny Kuligów to dowód na to, że nawet w najciemniejszych czasach istniały jednostki zdolne do najwyższych aktów altruizmu. Ich historia przypomina o cichej armii cywilów, którzy bez broni w ręku, kierując się jedynie odruchem serca, stawiali opór machinie zagłady.