Gość (37.30.*.*)
Historia wojen zna wielu wybitnych strategów, ale dwóch z nich – Napoleon Bonaparte i Adolf Hitler – popełniło ten sam, niemal identyczny błąd. Atakując Rosję (a później Związek Radziecki), obaj musieli zmierzyć się z mitycznym „Generałem Mrozem”. Często mówi się, że to właśnie ekstremalnie niskie temperatury pokonały ich armie. Jednak prawda jest znacznie bardziej złożona i bolesna dla ich ego: to nie tylko pogoda była winna, ale przede wszystkim logistyczna pycha i fatalne niedoszacowanie przeciwnika.
Termin „Generał Mróz” stał się wygodną wymówką dla dowódców, którzy nie chcieli przyznać się do strategicznych błędów. Łatwiej powiedzieć: „Przegraliśmy z naturą”, niż „Źle zaplanowaliśmy dostawy jedzenia i butów”. Zarówno w 1812, jak i w 1941 roku, zima była wyjątkowo surowa, ale uderzyła w armie, które już wcześniej znajdowały się na krawędzi wytrzymałości.
Warto zauważyć, że rosyjska zima nie jest zjawiskiem nagłym ani niespodziewanym. Każdy, kto planuje inwazję na te tereny, powinien wiedzieć, że od listopada do marca temperatura spada tam drastycznie. Dlaczego więc dwaj najwięksi zdobywcy w historii Europy dali się „zaskoczyć”?
Kiedy w czerwcu 1812 roku Napoleon przekraczał Niemen z Wielką Armią liczącą ponad 600 tysięcy żołnierzy, był przekonany o szybkim zwycięstwie. Jego plan opierał się na jednej, decydującej bitwie, która zmusi cara Aleksandra I do kapitulacji. Rosjanie jednak zastosowali taktykę spalonej ziemi, wciągając Francuzów w głąb ogromnego terytorium.
Napoleon nie docenił dwóch rzeczy: przestrzeni i czasu. Wielka Armia zaczęła topnieć nie od mrozu, a od upałów, chorób (tyfusu) i głodu jeszcze w drodze do Moskwy. Kiedy w końcu do niej dotarł, miasto stanęło w ogniu, a car nie zamierzał negocjować. Odwrót zaczął się zbyt późno. Gdy uderzyły pierwsze przymrozki, żołnierze byli już wycieńczeni, a brak koni (które padały z braku paszy) uniemożliwił transport artylerii i rannych. Mróz był tylko „dobiciem” armii, która logistycznie przegrała już latem.
W 1941 roku Adolf Hitler popełnił niemal te same błędy, choć dysponował nowoczesną technologią. Plan operacji Barbarossa zakładał, że Związek Radziecki zawali się jak „domek z kart” w ciągu zaledwie kilku miesięcy. Niemcy byli tak pewni swego, że nie przygotowali dla żołnierzy zimowego umundurowania, wierząc, że do czasu mrozów wojna będzie skończona.
Zanim jednak nadszedł „Generał Mróz”, armię niemiecką zatrzymał „Generał Błoto”, czyli rasputica. Jesienne deszcze zamieniły rosyjskie drogi w grzęzawiska, w których utknęły czołgi i ciężarówki z zaopatrzeniem. Gdy w końcu chwycił mróz, grunt stwardniał, co teoretycznie ułatwiło ruch, ale temperatura spadająca do -30 czy -40 stopni Celsjusza sprawiła, że smary w broni zamarzały, a silniki maszyn odmawiały posłuszeństwa. Żołnierze Wehrmachtu, ubrani w letnie mundury, masowo zapadali na odmrożenia.
Podczas kampanii 1941 roku niemieckie dowództwo zakazało wysyłania zimowej odzieży na front w początkowej fazie, aby nie „siać defetyzmu” i nie sugerować żołnierzom, że wojna potrwa dłużej niż do jesieni. To ideologiczne zaślepienie kosztowało życie setki tysięcy ludzi.
Analizując oba przypadki, trudno nie odnieść wrażenia, że głównym wrogiem Napoleona i Hitlera była ich własna pycha (hubris). Obaj wierzyli w swoją genialność i wyjątkowość, co doprowadziło do zignorowania podstawowych zasad logistyki:
Czy zatem „Generał Mróz” wygrał te wojny? Nie bezpośrednio. Zima była katalizatorem, który obnażył wszystkie błędy planistyczne i braki w przygotowaniu. Napoleon i Hitler nie tyle nie docenili mrozu, co przecenili zdolność swoich armii do funkcjonowania w warunkach ekstremalnych bez odpowiedniego zaplecza.
Zarówno rok 1812, jak i 1941 pokazują, że w starciu z naturą i ogromną przestrzenią, nawet najnowocześniejsza technika czy genialna strategia mogą zawieść, jeśli zabraknie pokory wobec realiów logistycznych. „Generał Mróz” pozostaje symbolem rosyjskiej obrony, ale w rzeczywistości był on jedynie sojusznikiem tych, którzy potrafili przetrwać we własnym klimacie, i bezlitosnym sędzią dla tych, którzy myśleli, że są od niego silniejsi.