Gość (37.30.*.*)
Historia II Rzeczypospolitej to nie tylko wielka polityka i odbudowa kraju ze zniszczeń wojennych, ale także ciągła walka o bezpieczeństwo granic. Jednym z najbardziej fascynujących i elitarnych elementów ówczesnego systemu obronnego był Korpus Ochrony Pogranicza, znany szerzej jako KOP. Ta formacja, choć istniała zaledwie 15 lat, zapisała się w polskiej historii jako symbol poświęcenia, profesjonalizmu i niezłomnej walki o nienaruszalność wschodnich rubieży państwa.
Aby zrozumieć fenomen KOP-u, musimy przenieść się do wczesnych lat 20. XX wieku. Po wojnie polsko-bolszewickiej granica wschodnia była niezwykle niespokojnym miejscem. Nie była to linia demarkacyjna w dzisiejszym rozumieniu, lecz obszar ciągłych prowokacji, napadów zbrojnych band i działalności sowieckich grup dywersyjnych.
Policja Państwowa, która początkowo odpowiadała za bezpieczeństwo, nie radziła sobie z profesjonalnie wyszkolonymi i uzbrojonymi oddziałami przenikającymi z ZSRR. Punktem zwrotnym był rok 1924 i brutalny napad na miasteczko Stołpce, gdzie sowieccy dywersanci sterroryzowali mieszkańców i zniszczyli budynki administracji. Wtedy stało się jasne: granica potrzebuje wojskowej ochrony o specjalnym charakterze. Decyzję o powołaniu KOP podjął rząd Władysława Grabskiego, a kluczową rolę w jego organizacji odegrał gen. Władysław Sikorski.
KOP był formacją unikalną w skali europejskiej. Choć operacyjnie podlegał Ministerstwu Spraw Wewnętrznych, był częścią składową Wojska Polskiego. Żołnierze KOP-u nosili charakterystyczne mundury z okrągłymi czapkami (tzw. „kopówkami”) i zielonymi otokami, co odróżniało ich od reszty armii.
Struktura korpusu opierała się na brygadach i pułkach, które z kolei dzieliły się na bataliony piechoty i szwadrony kawalerii. Najmniejszą, ale najważniejszą komórką była strażnica. To właśnie tam, w często odizolowanych od świata miejscach, żołnierze pełnili codzienną, wyczerpującą służbę patrolową.
Służba w Korpusie Ochrony Pogranicza była uznawana za wyróżnienie, ale i ogromne wyzwanie. Do formacji trafiali tylko najlepsi żołnierze, głównie z zachodnich województw Polski. Dlaczego? Chodziło o to, by uniknąć ewentualnych powiązań rodzinnych czy narodowościowych z ludnością zamieszkującą Kresy, co miało gwarantować pełną lojalność wobec państwa polskiego.
KOP to nie tylko karabiny i zasieki. Formacja ta pełniła niezwykle ważną rolę społeczną i kulturalną na zapomnianych często terenach Polesia, Wołynia czy Wileńszczyzny. Żołnierze KOP-u byli często jedynymi przedstawicielami państwa, z którymi lokalna ludność miała kontakt.
W ramach swojej działalności KOP:
Dzięki temu formacja ta zyskała szacunek wielu mieszkańców Kresów, stając się symbolem stabilizacji i porządku w regionie, który przez lata był areną chaosu.
Najtragiczniejszy i zarazem najbardziej heroiczny rozdział historii KOP-u zapisał się 17 września 1939 roku. Gdy Armia Czerwona uderzyła na Polskę, to właśnie żołnierze w zielonych czapkach jako pierwsi stawili opór najeźdźcy. Mimo ogromnej przewagi wroga, placówki KOP-u broniły się zaciekle, często do ostatniego żołnierza.
Symbolem tego oporu stała się obrona rejonu umocnionego Sarny oraz bitwy pod Szackiem i Wytycznem. Dowodzeni przez gen. Wilhelma Orlika-Rückemanna „Kopiści” pokazali, że nawet w obliczu katastrofy można zachować honor i dyscyplinę. Wielu oficerów KOP, którzy dostali się do niewoli, podzieliło później tragiczny los ofiar zbrodni katyńskiej.
Dziś tradycje KOP-u kontynuuje Straż Graniczna, która z dumą odwołuje się do etosu swoich poprzedników. Korpus Ochrony Pogranicza pozostaje w pamięci historycznej jako formacja, która łączyła twardą służbę wojskową z misją niesienia pomocy i cywilizacji na najdalsze krańce Rzeczypospolitej.
Warto pamiętać, że KOP nie był tylko „murem” oddzielającym Polskę od zagrożenia ze wschodu, ale przede wszystkim żywym dowodem na to, jak sprawne i zorganizowane potrafiło być państwo polskie w trudnym okresie międzywojennym. Ich dewiza „Zawsze czujni” do dziś przypomina o cenie, jaką płaci się za bezpieczeństwo granic.