Gość (194.4.*.*)
Historia rzezi wołyńskiej pełna jest opisów, które do dziś budzą grozę i niedowierzanie. Jednym z najbardziej dramatycznych i symbolicznych wydarzeń tego okresu jest śmierć Zygmunta Rumla – młodego oficera Armii Krajowej i utalentowanego poety, który wierzył, że dialog może powstrzymać spiralę przemocy. Niestety, fakty historyczne potwierdzają, że próba negocjacji z Ukraińską Powstańczą Armią (UPA) zakończyła się dla niego i jego towarzyszy w sposób niewyobrażalnie okrutny.
W lipcu 1943 roku sytuacja na Wołyniu była krytyczna. Masowe mordy na polskiej ludności cywilnej przybierały na sile, a dowództwo Armii Krajowej szukało sposobu na powstrzymanie rozlewu krwi. Zygmunt Rumel, pełniący funkcję komendanta VIII Okręgu Batalionów Chłopskich na Wołyniu (podporządkowanego AK), został wyznaczony na emisariusza. Wybór nie był przypadkowy – Rumel był człowiekiem, który kochał Wołyń, znał język ukraiński i wierzył w możliwość porozumienia ponad podziałami.
7 lipca 1943 roku Rumel, wraz z Krzysztofem Markiewiczem (przedstawicielem Okręgowej Delegatury Rządu) oraz ich woźnicą Witoldem Kucharskim, udali się na rozmowy z lokalnym dowództwem UPA. Co istotne, na znak dobrej woli i zgodnie z zasadami dyplomacji, emisariusze zrezygnowali z eskorty i udali się na spotkanie bez broni.
Spotkanie miało miejsce w okolicach wsi Kustycze. Zamiast podjęcia dialogu, polscy wysłannicy zostali natychmiast aresztowani przez upowców. Według relacji świadków i historyków badających te wydarzenia (m.in. Grzegorza Motyki czy Ewy i Władysława Siemaszków), negocjatorzy zostali poddani brutalnym torturom.
Kulminacją tego okrucieństwa była egzekucja, która odbyła się 10 lub 11 lipca 1943 roku. Zygmunt Rumel oraz Krzysztof Markiewicz zostali zamordowani poprzez rozerwanie końmi. Metoda ta polegała na przywiązaniu kończyn ofiary do koni, które następnie pędzono w przeciwne strony. Jest to jedna z najbardziej drastycznych metod zadawania śmierci, jaką odnotowano w kronikach tamtego okresu. Śmierć Rumla stała się symbolem naiwności nadziei na porozumienie w obliczu bezwzględnej ideologii.
Zygmunt Rumel nie był jedynie żołnierzem. To postać tragiczna również w wymiarze artystycznym. Nazywano go "diamentem, którym strzelano do wroga", podobnie jak Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Jego poezja była przesiąknięta miłością do wołyńskiej ziemi i jej mieszkańców, bez względu na ich narodowość.
W jednym ze swoich najsłynniejszych wierszy pisał o "dwóch matkach" – Polsce i Ukrainie, co pokazuje, jak głęboko wierzył w braterstwo tych narodów. Jego brutalna śmierć z rąk tych, których uważał za sąsiadów i braci, nadaje jego biografii wymiar antycznej tragedii.
Z perspektywy dowództwa UPA, polscy emisariusze nie byli partnerami do rozmów, lecz przedstawicielami państwa, które rościło sobie prawo do terenów, które ukraińscy nacjonaliści uznawali za wyłącznie swoje. Odrzucenie propozycji rozmów i tak bestialskie potraktowanie parlamentariuszy miało być jasnym sygnałem, że jedynym rozwiązaniem przewidzianym przez OUN-UPA jest całkowite usunięcie Polaków z Wołynia.
Śmierć Rumla zbiegła się w czasie z tzw. Krwawą Niedzielą (11 lipca 1943 r.), która była punktem kulminacyjnym rzezi wołyńskiej. W tym jednym dniu zaatakowano około 100 polskich miejscowości. Brutalność, z jaką potraktowano emisariuszy, była zapowiedzią tego, co spotkało tysiące cywilów w kościołach i domach na całym Wołyniu.
Postać Zygmunta Rumla została przypomniana szerszej publiczności m.in. dzięki filmowi "Wołyń" w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego, gdzie scena śmierci inspirowana losami emisariuszy AK została przedstawiona w sposób niezwykle sugestywny i wstrząsający. Choć minęło ponad 80 lat, pamięć o tej zbrodni pozostaje jedną z najboleśniejszych kart w relacjach polsko-ukraińskich.