Gość (37.30.*.*)
Słowo „włości” kojarzy się nam dzisiaj głównie z historycznymi powieściami, filmami kostiumowymi albo żartobliwym określaniem własnego mieszkania, gdy zapraszamy gości. W rzeczywistości jednak termin ten kryje w sobie setki lat polskiej historii, skomplikowane systemy gospodarcze i specyficzny styl życia, który ukształtował krajobraz kulturowy naszej części Europy. Zrozumienie, czym były włości, to klucz do zrozumienia dawnych relacji społecznych i potęgi rodów magnackich.
W najprostszym ujęciu włości to rozległe majątki ziemskie należące do jednego właściciela – najczęściej szlachcica, magnata lub instytucji kościelnej. Nie mówimy tu jednak o małym ogródku czy kilku hektarach pola. Prawdziwe włości obejmowały często całe kompleksy dóbr: od kilku do kilkudziesięciu wsi, ogromne połacie lasów, stawy rybne, młyny, karczmy, a czasem nawet prywatne miasta.
Nazwa ta wywodzi się od staropolskiego słowa „władać”. Włości były więc obszarem, nad którym dany pan sprawował niemal absolutną władzę – nie tylko ekonomiczną, ale często również sądowniczą nad zamieszkującymi te tereny chłopami. Były one fundamentem potęgi politycznej szlachty; im większe włości posiadał dany ród (np. Radziwiłłowie, Zamoyscy czy Potoccy), tym większy miał wpływ na losy całego państwa.
Sercem każdych włości był folwark. Było to gospodarstwo rolne nastawione na produkcję towarową, czyli głównie na sprzedaż zboża, które w XVI i XVII wieku było „polskim złotem”. System ten opierał się na darmowej pracy chłopów w ramach pańszczyzny.
W skład typowych włości wchodziły:
Warto wiedzieć, że największe włości w Polsce, zwane ordynacjami, były niepodzielne. Oznaczało to, że cały majątek musiał dziedziczyć najstarszy syn, co zapobiegało rozdrobnieniu ziemi i pozwalało zachować potęgę rodu przez pokolenia.
Najpotężniejsze rody magnackie posiadały majątki, które wielkością dorównywały dzisiejszym województwom. Na przykład Ordynacja Zamojska w chwili swojego największego rozkwitu obejmowała kilkanaście miast i ponad 200 wsi. Właściciele takich dóbr posiadali własne wojska, a ich dwory konkurowały przepychem z dworem królewskim.
Włości to nie tylko ekonomia, to także specyficzna kultura. Polski dwór szlachecki stał się symbolem gościnności, tradycji i patriotyzmu. To tutaj kultywowano obyczaje, które do dziś uznajemy za typowo polskie – od kuligów i polowań, po specyficzną kuchnię.
Właściciel włości, czyli „pan na włościach”, czuł się odpowiedzialny (choć w różnym stopniu, zależnie od charakteru) za swoich poddanych. Choć system pańszczyźniany z perspektywy czasu oceniamy krytycznie, w tamtych wiekach tworzył on zamknięty mikrokosmos, w którym każdy miał swoje miejsce i rolę.
Dziś słowo „włości” przeszło do języka potocznego i nabrało nieco ironicznego zabarwienia. Kiedy mówimy: „Zapraszam na moje włości”, zazwyczaj mamy na myśli nasze mieszkanie, dom z ogródkiem lub działkę rekreacyjną. Używamy tego określenia, by podkreślić dumę z posiadania własnego miejsca na ziemi, nawet jeśli jego skala jest nieporównywalnie mniejsza niż majątki dawnych magnatów.
W architekturze i turystyce termin ten przetrwał w nazwach hoteli czy restauracji stylizowanych na dawne dwory. Odwiedzając odrestaurowane pałace w Łańcucie, Kozłówce czy Wilanowie, możemy na własne oczy zobaczyć, jak wyglądały najwspanialsze polskie włości i jak wielki wpływ miały na estetykę i historię naszego kraju.
W dawnym prawie polskim istniało pojęcie „włości pustych”. Były to ziemie, które z różnych powodów (wojen, zaraz, ucieczek chłopów) zostały opuszczone i przestały przynosić dochód. Właściciele starali się je jak najszybciej „osadzić”, oferując nowym przybyszom tzw. wolniznę, czyli zwolnienie z podatków i pracy na kilka lub kilkanaście lat, aby tylko przywrócić życie w swoich dobrach.