Gość (37.30.*.*)
Pytanie o to, czy ważniejsze jest RODO, czy prawo autorskie, przypomina nieco dylemat, czy ważniejszy jest silnik, czy hamulce w samochodzie – oba systemy są niezbędne, ale służą do zupełnie czego innego. W świecie prawnym te dwa obszary nieustannie się przenikają, a ich relacja jest bardziej skomplikowana niż prosta hierarchia „ważny i ważniejszy”. Aby zrozumieć, jak to działa w praktyce, musimy przyjrzeć się fundamentom obu tych aktów.
Zacznijmy od podstaw. RODO (czyli Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych) to unijne rozporządzenie, którego głównym celem jest ochrona prywatności i danych osób fizycznych. Chroni ono informacje, które pozwalają nas zidentyfikować – od imienia i nazwiska, przez numer PESEL, aż po nasz wizerunek.
Z kolei prawo autorskie (w Polsce regulowane głównie przez Ustawę o prawie autorskim i prawach pokrewnych) skupia się na ochronie twórczości. Jego zadaniem jest dbanie o interesy twórców – pisarzy, fotografów, programistów czy muzyków. Chroni ono utwór, czyli efekt kreatywnej pracy człowieka.
Konflikt pojawia się najczęściej tam, gdzie utwór jest jednocześnie nośnikiem danych osobowych. Najlepszym przykładem jest fotografia portretowa. Z jednej strony mamy fotografa (autora), który ma prawa do zdjęcia, a z drugiej osobę portretowaną, której wizerunek jest daną osobową chronioną przez RODO.
Jeśli spojrzymy na sprawę od strony czysto formalnej i hierarchii źródeł prawa, odpowiedź staje się nieco wyraźniejsza. RODO jest rozporządzeniem unijnym. W polskim porządku prawnym (zgodnie z Konstytucją RP) rozporządzenia unijne mają pierwszeństwo przed krajowymi ustawami, jeśli nie da się ich ze sobą pogodzić.
Ponieważ polska Ustawa o prawie autorskim jest „tylko” ustawą krajową, w sytuacji bezpośredniego starcia przepisów, to RODO teoretycznie ma silniejszą pozycję prawną. W praktyce jednak sądy i urzędy starają się stosować obie te regulacje równolegle, uznając, że pełnią one inne funkcje społeczne.
Mimo wyższej rangi RODO w hierarchii źródeł prawa, nie oznacza to, że prawo autorskie przestaje obowiązywać, gdy tylko pojawiają się dane osobowe. Prawo autorskie zawiera specyficzne przepisy dotyczące np. rozpowszechniania wizerunku (art. 81 ustawy), które są uznawane za przepisy szczególne.
Wielu prawników stoi na stanowisku, że w kwestiach dotyczących wizerunku przepisy prawa autorskiego stanowią lex specialis (prawo szczególne) wobec RODO. Oznacza to, że jeśli prawo autorskie precyzyjnie reguluje jakąś kwestię (np. kiedy nie trzeba zgody na publikację zdjęcia osoby publicznej), to te zasady mają zastosowanie, o ile nie naruszają ogólnych zasad ochrony prywatności zawartych w RODO.
Największe emocje budzi wspomniany już wizerunek. Wyobraźmy sobie sytuację: fotograf robi Ci zdjęcie na ulicy i chce je sprzedać do banku zdjęć.
W tym przypadku RODO „dyscyplinuje” prawo autorskie. Autor może posiadać autorskie prawa majątkowe do dzieła, ale nie może z nich w pełni korzystać (np. publikować zdjęcia), jeśli narusza to przepisy o ochronie danych osobowych lub prawo do ochrony wizerunku.
To jedno z najtrudniejszych pytań. Czy na podstawie RODO (prawa do bycia zapomnianym) możesz żądać usunięcia zdjęcia, na którym jesteś, nawet jeśli fotograf ma do niego prawa autorskie?
Nie ma tutaj jednej, uniwersalnej odpowiedzi. Sądy zazwyczaj dokonują tzw. ważenia interesów. Z jednej strony mamy wolność twórczą i prawa majątkowe autora, z drugiej prawo jednostki do prywatności. Jeśli zdjęcie ma dużą wartość artystyczną lub informacyjną (np. zdjęcie reporterskie z ważnego wydarzenia), prawo autorskie i wolność prasy mogą wziąć górę. Jeśli jednak zdjęcie nie ma większego znaczenia publicznego, a narusza Twoją prywatność, RODO może być skutecznym narzędziem do zablokowania jego publikacji.
Obecnie największy spór między RODO a prawem autorskim toczy się w obszarze AI. Modele takie jak Midjourney czy ChatGPT są trenowane na miliardach zdjęć i tekstów z internetu.
Nie da się jednoznacznie wskazać zwycięzcy. RODO ma wyższą rangę w hierarchii źródeł prawa jako akt unijny, co daje mu pierwszeństwo w przypadku ewidentnej sprzeczności przepisów. Jednak w codziennej praktyce oba akty prawne muszą ze sobą współistnieć.
Prawo autorskie chroni co zostało stworzone, a RODO chroni kogo to dzieło dotyczy. W starciu tych dwóch potęg najczęściej wygrywa ta strona, która potrafi wykazać silniejszy interes prawny w danej, konkretnej sytuacji. Jeśli jesteś twórcą, musisz pamiętać o RODO. Jeśli chronisz swoją prywatność, prawo autorskie może być ograniczeniem, którego nie zawsze da się przeskoczyć samym „żądaniem usunięcia danych”.