Gość (37.30.*.*)
Podpisanie dokumentu, w którym czarno na białym widnieje zapis o „dobrowolności zawarcia umowy” czy „możliwości negocjowania jej warunków”, dla wielu przedsiębiorców i osób prywatnych wydaje się ostatecznym argumentem w ewentualnym sporze. W rzeczywistości jednak prawo cywilne w Polsce (i wielu innych systemach prawnych) przedkłada prawdę obiektywną nad treść dokumentu, jeśli ta druga została sformułowana w sposób sztuczny lub wymuszony. Dokument to tylko dowód, a każdy dowód można podważyć, wykazując, że rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej.
W polskim systemie prawnym obowiązuje zasada, że treść oświadczenia woli należy interpretować tak, jak wymagają tego okoliczności, zasady współżycia społecznego oraz ustalone zwyczaje. Oznacza to, że sąd nie patrzy tylko na to, co zostało napisane, ale przede wszystkim na to, co strony faktycznie miały na myśli i jak wyglądał proces zawierania umowy.
Jeśli podpisujesz oświadczenie o możliwości negocjacji, a w rzeczywistości otrzymałeś gotowy wzorzec umowy i usłyszałeś „podpisujesz albo wychodzisz”, to takie oświadczenie jest po prostu nieprawdziwe. W prawie cywilnym dokument, który mija się z prawdą, traci swoją moc ochronną, gdy tylko jedna ze stron zdoła udowodnić stan faktyczny. Dla sądu liczy się fakt, czy realnie miałeś wpływ na treść kontraktu, a nie to, czy podpisałeś przygotowaną przez drugą stronę formułkę.
Kluczowym powodem, dla którego tak łatwo podważyć podpisane oświadczenie, są tzw. wady oświadczenia woli, uregulowane w Kodeksie cywilnym (art. 82–88). To katalog sytuacji, w których prawo uznaje, że mimo złożenia podpisu, Twoja wola nie była „zdrowa” lub w pełni wolna.
Do najczęstszych wad należą:
W przypadku osób fizycznych sądy są szczególnie wyczulone na te aspekty, zwłaszcza gdy po drugiej stronie stoi profesjonalista (firma, bank, deweloper).
W relacji między profesjonalistą a osobą fizyczną (często konsumentem) występuje naturalna nierównowaga sił. Profesjonalista ma prawników, gotowe wzorce i doświadczenie. Osoba fizyczna często działa pod wpływem emocji lub pilnej potrzeby.
Sądy wychodzą z założenia, że standardowe klauzule o „dobrowolności” i „negocjacjach” są często tzw. klauzulami narzuconymi. Jeśli oświadczenie o możliwości negocjacji jest częścią gotowego formularza, domniemywa się, że nie było ono przedmiotem indywidualnych uzgodnień. W takim przypadku ciężar dowodu często przesuwa się na przedsiębiorcę – to on musi udowodnić, że faktycznie dał klientowi pole do zmiany warunków umowy, a nie tylko podsunął mu kartkę do podpisu.
Z punktu widzenia psychologii prawa, sam fakt istnienia gotowego załącznika o „możliwości negocjacji” może być uznany za dowód na to, że strona silniejsza chciała się „zabezpieczyć” na wypadek przyszłego procesu. Paradoksalnie, zbyt idealnie sformułowane oświadczenia mogą wzbudzić czujność sądu, sugerując, że proces zawierania umowy był starannie wyreżyserowany, by ukryć brak realnej swobody klienta.
W pytaniu słusznie zauważono, że wymogi dowodowe w sprawach cywilnych są mniej rygorystyczne niż w karnych. To fundamentalna różnica, która ułatwia podważanie dokumentów.
W procesie cywilnym sędzia szuka odpowiedzi na pytanie: „Co jest bardziej prawdopodobne?”. Jeśli bardziej prawdopodobne jest to, że klient musiał podpisać oświadczenie, by w ogóle dostać usługę, dokument traci na znaczeniu.
Skoro samo podpisanie formułki to za mało, co daje realną pewność prawną? Kluczem jest indywidualizacja.
Zamiast standardowego załącznika „Potwierdzam, że mogłem negocjować”, znacznie silniejszym dowodem będą:
Takie dowody pokazują proces, a nie tylko jego finalny, „papierowy” efekt. W starciu z konkretnymi śladami negocjacji, zarzut o wadzie oświadczenia woli staje się niemal niemożliwy do obrony przed sądem. Bez tych elementów, każde oświadczenie o „dobrowolności” pozostaje jedynie deklaracją, którą sprawny prawnik może zakwestionować w kilka minut.