Gość (37.30.*.*)
Wiele osób żyje w przekonaniu, że kartka papieru z nagłówkiem „Oświadczenie” i odręcznym podpisem to twardy dowód, którego nie da się ruszyć w sądzie. Rzeczywistość prawna bywa jednak znacznie bardziej skomplikowana. Choć podpisany dokument ma swoją wagę, w polskim systemie prawnym traktowany jest on zazwyczaj jako tzw. dokument prywatny. To sprawia, że jego moc dowodowa jest ograniczona, a pole do manewru dla osoby, która chce się z niego wycofać, pozostaje zaskakująco szerokie.
Aby zrozumieć, dlaczego oświadczenie bywa „słabe”, musimy zajrzeć do Kodeksu postępowania cywilnego. Zgodnie z art. 245 KPC, dokument prywatny stanowi dowód jedynie tego, że osoba, która go podpisała, złożyła oświadczenie zawarte w dokumencie. I tylko tyle.
W przeciwieństwie do dokumentu urzędowego (np. aktu notarialnego czy wyroku sądu), dokument prywatny nie korzysta z domniemania zgodności z prawdą tego, co w nim napisano. Jeśli podpiszesz oświadczenie, że pożyczyłeś od kogoś 10 000 zł, to ten papier udowadnia, że tak napisałeś, ale nie musi automatycznie oznaczać, że faktycznie te pieniądze otrzymałeś. W razie sporu sąd będzie musiał ocenić wiarygodność tego dokumentu w kontekście innych dowodów.
Podważenie oświadczenia podpisanego przez osobę fizyczną często opiera się na tzw. wadach oświadczenia woli, które szczegółowo opisuje Kodeks cywilny. To właśnie one są najczęstszą furtką do unieważnienia skutków prawnych podpisanego dokumentu.
To jeden z najsilniejszych argumentów. Osoba składająca oświadczenie może twierdzić, że w momencie podpisywania znajdowała się w stanie wyłączającym świadome lub swobodne powzięcie decyzji i wyrażenie woli. Może to wynikać z choroby, przejściowych zaburzeń psychicznych, a nawet silnego stresu czy działania leków.
Często spotykaną linią obrony jest twierdzenie: „podpisałem, bo myślałem, że to coś innego”. Jeśli ktoś został wprowadzony w błąd co do treści dokumentu lub podpisał go pod wpływem podstępu, może uchylić się od skutków prawnych takiego oświadczenia. W przypadku osób fizycznych sądy bywają bardziej wyrozumiałe, uznając, że nie każdy musi posiadać biegłość w zawiłościach prawnych.
Jeśli oświadczenie zostało wymuszone bezprawną groźbą, jest ono stosunkowo łatwe do obalenia, o ile uda się tę groźbę udowodnić. Strach przed poważnym niebezpieczeństwem osobistym lub majątkowym całkowicie paraliżuje moc prawną podpisu.
Kolejnym słabym punktem zwykłego oświadczenia jest kwestia dowodowa. W procesie cywilnym strona może po prostu zaprzeczyć, że podpis na dokumencie należy do niej. W takim przypadku ciężar dowodu spoczywa zazwyczaj na osobie, która chce z tego dokumentu skorzystać (chyba że dokument jest poświadczony notarialnie). Konieczne staje się wtedy powołanie biegłego grafologa, co wydłuża proces i generuje koszty, a wynik ekspertyzy nie zawsze jest w 100% jednoznaczny.
Wiele osób szuka „magicznego” wzoru oświadczenia, który byłby nie do podważenia. Niestety, w prawie coś takiego jak uniwersalny, pancerny wzór nie istnieje. Każda sytuacja jest inna, a treść dokumentu musi być dostosowana do konkretnych okoliczności.
Stosowanie gotowych szablonów z internetu bywa wręcz ryzykowne. Często zawierają one sformułowania niejasne lub sprzeczne z aktualnymi przepisami, co tylko ułatwia drugiej stronie ich podważenie. Zamiast szukać wzoru, warto skupić się na elementach, które realnie wzmacniają dokument.
Jeśli zależy Ci na tym, aby oświadczenie było trudne do obalenia, musisz wyjść poza zwykłą kartkę papieru podpisaną w kuchni przy kawie. Oto najskuteczniejsze metody:
Czy wiesz, że oświadczenie może zostać podważone poprzez twierdzenie, że zostało sporządzone „wstecz”? Aby temu zapobiec, można uzyskać tzw. datę pewną. Najprościej zrobić to u notariusza, ale w dobie cyfryzacji dowodem na istnienie dokumentu w danym czasie może być też wysłanie jego skanu e-mailem lub zarejestrowanie w systemie typu blockchain. To nie czyni treści prawdziwą, ale wyklucza manipulację czasem powstania dokumentu.