Gość (37.30.*.*)
Przez wieki zasady dziedziczenia były proste, choć z dzisiejszej perspektywy brutalnie niesprawiedliwe. System oparty na primogeniturze, czyli prawie pierworodztwa, zakładał, że cały majątek – a wraz z nim tytuły i wpływy – przechodził na najstarszego syna. Reszta rodzeństwa musiała szukać szczęścia w armii, Kościele lub liczyć na łaskawość brata. Zmiana tego paradygmatu na rzecz równego podziału między wszystkie dzieci oraz zabezpieczenia małżonka nie była nagłym wydarzeniem, lecz procesem, który napędzały rewolucje, zmiany gospodarcze i ewolucja myślenia o rodzinie.
Zanim zrozumiemy, kiedy wprowadzono zmiany, warto zapytać: po co w ogóle stosowano primogeniturę? Głównym powodem była chęć utrzymania integralności majątku ziemskiego. W systemie feudalnym ziemia była podstawą potęgi politycznej i militarnej. Gdyby po śmierci każdego rycerza czy magnata jego dobra dzielono po równo między pięcioro dzieci, po kilku pokoleniach potężne latyfundia zamieniłyby się w małe ogródki działkowe, a ród straciłby jakiekolwiek znaczenie.
Primogenitura chroniła stabilność państwa i hierarchii społecznej. Była to jednak cena, którą płaciły młodsze dzieci (często nazywane „zapasowymi”) oraz kobiety, które w wielu systemach prawnych były niemal całkowicie wykluczone z dziedziczenia nieruchomości.
Prawdziwe trzęsienie ziemi w europejskim prawie spadkowym przyniosła rewolucja francuska i następujący po niej Kodeks Cywilny Napoleona z 1804 roku. To właśnie ten dokument uznaje się za fundament nowoczesnego dziedziczenia w kontynentalnej Europie. Napoleon chciał rozbić potęgę arystokracji, a najlepszym sposobem na to było zmuszenie ich do dzielenia majątków.
Wprowadzono zasadę, według której ojciec nie mógł swobodnie wydziedziczyć dzieci ani zapisać wszystkiego jednemu synowi. Część majątku (tzw. rezerwa) musiała zostać podzielona po równo między wszystkie dzieci, bez względu na płeć czy kolejność urodzenia. Zasady te rozprzestrzeniły się wraz z podbojami Napoleona, trafiając m.in. do Księstwa Warszawskiego, co na stałe zmieniło polskie postrzeganie spadków.
Proces odchodzenia od primogenitury wyglądał różnie w zależności od regionu:
W dawnym prawie pozycja wdowy była często niepewna. Choć istniały mechanizmy takie jak „oprawa” czy „wiano”, żona rzadko była pełnoprawnym spadkobiercą na równi z dziećmi. Zmiana nastąpiła wraz z ewolucją modelu rodziny z patriarchalnej struktury rodowej na tzw. rodzinę nuklearną (rodzice + dzieci).
W XX wieku ustawodawcy doszli do wniosku, że małżonek, który wspólnie z partnerem budował majątek przez całe życie, ma do niego największe prawo moralne. Współczesne prawo spadkowe dąży do tego, aby śmierć jednego z małżonków nie powodowała drastycznego obniżenia standardu życia drugiego, co kiedyś było nagminne, gdy majątek przejmowały dzieci lub dalsi krewni męża.
Warto zauważyć, że zasady dziedziczenia majątku prywatnego zmieniły się znacznie szybciej niż zasady dziedziczenia tronów. Wiele monarchii europejskich (np. Szwecja, Norwegia, Belgia) wprowadziło pełną primogeniturę absolutną (gdzie najstarsze dziecko dziedziczy bez względu na płeć) dopiero pod koniec XX wieku lub na początku XXI. Brytyjska rodzina królewska zmieniła te zasady dopiero w 2013 roku (tzw. Perth Agreement), dzięki czemu księżniczka Charlotte nie straciła swojego miejsca w kolejce do tronu na rzecz młodszego brata, Louisa.
Jeśli mielibyśmy wskazać trzy główne powody, dla których dziś dziedziczą wszyscy, byłyby to:
Dziś prawo spadkowe w większości krajów zachodnich traktuje rodzinę jako wspólnotę, w której każdy ma swój udział, a archaiczne zasady faworyzujące najstarszego syna odeszły do podręczników historii i scenariuszy seriali kostiumowych.