Gość (37.30.*.*)
Mechanizmy manipulacji, które kojarzymy z groźnymi sektami, w rzeczywistości przenikają do wielu sfer naszego codziennego życia. Choć nie zawsze stoją za nimi guru w długich szatach, cel pozostaje podobny: przejęcie kontroli nad myśleniem, emocjami i portfelem drugiego człowieka. Warto zdawać sobie sprawę, że techniki te są stosowane przez grupy i jednostki, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się godne zaufania, a nawet prestiżowe.
Manipulacja nie jest domeną wyłącznie grup religijnych. Współcześnie spotykamy ją w miejscach, w których często szukamy sukcesu, miłości lub poczucia przynależności.
Niektóre firmy działające w modelu MLM wykorzystują techniki psychologiczne, aby utrzymać dystrybutorów w stanie ciągłego entuzjazmu. Stosuje się tu tzw. love bombing (bombardowanie miłością) na początku drogi, izolowanie od "negatywnych" osób (nawet rodziny, która ostrzega przed ryzykiem) oraz budowanie poczucia elitarności. Celem jest tutaj maksymalizacja zysku firmy kosztem czasu i pieniędzy zwerbowanych osób.
W relacjach prywatnych manipulacja bywa najbardziej bolesna. Osoby o cechach narcystycznych często stosują gaslighting (wmawianie komuś, że jego postrzeganie rzeczywistości jest błędne) oraz izolację społeczną. Partner staje się jedynym źródłem prawdy i akceptacji, co jest klasycznym mechanizmem stosowanym przez liderów sekt do uzależnienia od siebie wyznawców.
Zarówno skrajna prawica, jak i skrajna lewica, a także radykalne ruchy ekologiczne czy społeczne, mogą wpadać w pułapkę sekciarstwa. Wykorzystują one mechanizm "my kontra oni", dehumanizują przeciwników i wymagają bezwzględnej lojalności wobec idei. Młodzi ludzie, szukający sensu i chcący zmieniać świat, są dla nich idealnym celem.
Choć brzmi to kontrowersyjnie, niektóre firmy budują kulturę organizacyjną opartą na całkowitym oddaniu. Praca staje się "misją", a pracownicy są zachęcani do rezygnacji z życia prywatnego na rzecz "rodziny firmowej". Wykorzystuje się tu poczucie winy oraz lęk przed wykluczeniem z grupy sukcesu.
Głównym motywem manipulatorów jest zawsze zysk – niekoniecznie tylko finansowy. Możemy wyróżnić trzy główne obszary:
Edukacja anty-manipulacyjna powinna zacząć się znacznie wcześniej, niż nam się wydaje. Najlepszym momentem jest okres wczesnego dojrzewania (ok. 11-13 rok życia), kiedy młody człowiek zaczyna budować swoją tożsamość poza rodziną i staje się bardziej podatny na wpływy rówieśników oraz mediów społecznościowych.
Zamiast straszyć konkretnymi grupami, warto uczyć mechanizmów. Zadawaj dziecku pytania: "Dlaczego ta reklama obiecuje, że będziesz szczęśliwszy po zakupie tego produktu?", "Co czujesz, gdy ktoś najpierw cię bardzo chwali, a potem czegoś od ciebie wymaga?". Krytyczne myślenie to najlepsza tarcza ochronna.
Naucz młodą osobę rozpoznawać sygnały ostrzegawcze, takie jak:
Osoby o stabilnym poczuciu własnej wartości są trudniejszym celem dla manipulatorów. Jeśli młody człowiek czuje się akceptowany w domu i ma prawo do popełniania błędów, nie będzie szukał desperacko akceptacji w grupach, które oferują "miłość warunkową".
Warto zapoznać starszą młodzież z modelem BITE opracowanym przez Stevena Hassana. To akronim od czterech obszarów kontroli:
Zrozumienie, że te same mechanizmy działają w toksycznym związku, nieuczciwej firmie i groźnej sekcie, pozwala młodym ludziom zachować czujność w różnych sytuacjach życiowych. Najważniejszą lekcją jest uświadomienie im, że każda grupa, która zabrania zadawania pytań lub nakazuje odcięcie się od bliskich, ma złe zamiary.
W manipulacji często wykorzystuje się błąd poznawczy zwany efektem zakotwiczenia. Polega on na tym, że nasza pierwsza informacja o czymś (np. "to jest elitarny klub dla wybranych") staje się punktem odniesienia dla wszystkich kolejnych ocen. Manipulatorzy dbają o to, by to pierwsze wrażenie było oszałamiająco pozytywne, co sprawia, że później trudniej nam dostrzec niepokojące sygnały.