Gość (37.30.*.*)
Ograniczenie lub całkowity zakaz finansowania fundacji i stowarzyszeń ze źródeł zagranicznych to temat, który od lat budzi gorące emocje i dzieli scenę polityczną oraz środowisko organizacji pozarządowych w Polsce. Dyskusja ta dotyka fundamentalnych kwestii związanych z suwerennością państwa, przejrzystością życia publicznego oraz niezależnością i siłą społeczeństwa obywatelskiego. Zamiast wydawać jednoznaczny osąd, warto przyjrzeć się argumentom obu stron, a także przeanalizować, jakie modele regulacji funkcjonują w innych krajach.
Głównym motywem, który przyświeca zwolennikom wprowadzenia restrykcji lub całkowitego zakazu finansowania organizacji pozarządowych (NGO) z zagranicy, jest troska o suwerenność i bezpieczeństwo państwa.
Podstawowym argumentem jest przekonanie, że zagraniczne fundusze mogą być wykorzystywane do wywierania wpływu na polskie życie społeczne i polityczne, co jest sprzeczne z interesem narodowym. Zdaniem niektórych środowisk politycznych, organizacje finansowane z zagranicy mogą być narzędziem do realizacji celów obcych państw lub podmiotów, które dążą do destabilizacji kraju, powstrzymania reform ustrojowych lub narzucenia określonej agendy politycznej i kulturowej.
Postulaty regulacji często koncentrują się na zwiększeniu transparentności finansowania, a niekoniecznie na jego całkowitym zakazie. Proponowane rozwiązania, takie jak tworzenie publicznych rejestrów organizacji finansowanych z zagranicy, mają na celu ułatwienie obywatelom identyfikacji, jakie podmioty stoją za danymi działaniami społecznymi i kto je wspiera finansowo. Jawność ta ma budować zaufanie społeczne i chronić przed nieświadomym ukierunkowaniem aktywności obywatelskiej przez podmioty obce.
Zwolennicy restrykcji wskazują również na dysproporcje w możliwościach finansowych między organizacjami wspieranymi wyłącznie przez polskich obywateli a tymi, które otrzymują duże dotacje z zagranicy. Uważają, że zewnętrzne finansowanie może zakłócać naturalny rozwój i równowagę w trzecim sektorze.
Środowiska organizacji pozarządowych, eksperci i obrońcy społeczeństwa obywatelskiego w zdecydowanej większości sprzeciwiają się wprowadzaniu zakazów lub nadmiernie restrykcyjnych regulacji.
Najważniejszą obawą jest to, że zakaz lub nawet stygmatyzujące regulacje (np. obowiązek oznaczania się jako "agent zagraniczny" lub "organizacja wspierana z zagranicy") mogą uderzyć w niezależność i żywotność społeczeństwa obywatelskiego. Wiele organizacji, zwłaszcza tych zajmujących się prawami człowieka, ochroną środowiska, edukacją obywatelską czy przeciwdziałaniem dyskryminacji, polega na grantach z fundacji międzynarodowych, środków unijnych (które zazwyczaj są wyłączone z proponowanych regulacji, ale w niektórych dyskusjach pojawiają się jako tło) lub pomocy rozwojowej. Ograniczenie tych źródeł może prowadzić do paraliżu lub likwidacji wielu cennych inicjatyw.
Krytycy podkreślają, że regulacje dotyczące "transparentności" mogą być wykorzystywane selektywnie jako narzędzie politycznych represji i zwalczania niewygodnych dla władzy organizacji. Obowiązek ujawniania szczegółowych danych o darczyńcach, poza standardową sprawozdawczością, może prowadzić do stygmatyzacji, a w skrajnych przypadkach do kar pieniężnych, a nawet pozbawienia wolności, co jest postrzegane jako model wzorowany na rozwiązaniach autorytarnych, np. rosyjskich.
Finansowanie zagraniczne często wspiera projekty o charakterze międzynarodowym, promujące wymianę kulturową, współpracę naukową i transfer najlepszych praktyk. Całkowity zakaz odciąłby polskie NGO od globalnej sieci wsparcia i wiedzy.
Dyskusja o zagranicznym finansowaniu NGO nie jest unikalna dla Polski. W różnych krajach przyjęto odmienne modele regulacji, które stanowią punkt odniesienia w polskiej debacie:
W Polsce, w przeszłości, pojawiły się projekty ustaw, które zakładały utworzenie publicznego rejestru organizacji finansowanych z zagranicy, których przychody z zagranicy przekraczają określony próg (np. 10 tys. zł od jednego wspierającego lub 33% rocznych przychodów). Projekty te często wyłączały środki pochodzące z budżetu Unii Europejskiej oraz organizacji międzynarodowych, których Polska jest członkiem.
Kwestia zagranicznego finansowania fundacji i stowarzyszeń to klasyczny dylemat między bezpieczeństwem państwa a wolnością społeczeństwa obywatelskiego. Z jednej strony, państwo ma prawo i obowiązek chronić się przed potencjalnie wrogimi wpływami i dbać o transparentność życia publicznego. Z drugiej strony, nadmierne restrykcje mogą zdusić niezależny głos obywateli, osłabić demokrację i pozbawić społeczeństwo dostępu do niezbędnych środków na realizację ważnych społecznie projektów.
Zamiast całkowitego zakazu, który jest rozwiązaniem radykalnym i budzącym skojarzenia z reżimami autorytarnymi, kluczowe wydaje się znalezienie rozsądnej równowagi między wolnością działalności non-profit a przejrzystością finansowania. Oznacza to takie regulacje, które zapewnią pełną jawność źródeł finansowania, bez stygmatyzowania organizacji i nakładania na nie nadmiernych obciążeń biurokratycznych, które mogłyby uniemożliwić im skuteczne działanie.