Gość (37.30.*.*)
Artykuł 5 Kodeksu cywilnego to jeden z najważniejszych i jednocześnie najbardziej kontrowersyjnych przepisów w polskim systemie prawnym. Pełni on rolę swoistego „bezpiecznika”, który chroni nas przed sytuacjami, w których ktoś korzysta ze swojego prawa w sposób formalnie poprawny, ale moralnie naganny lub rażąco niesprawiedliwy. Wykreślenie tego krótkiego zapisu, mówiącego o tym, że nie można czynić ze swego prawa użytku sprzecznego z zasadami współżycia społecznego, wywołałoby prawdziwe trzęsienie ziemi w sądach i codziennym życiu obywateli.
W języku prawniczym art. 5 nazywany jest klauzulą generalną. Brzmi on następująco: „Nie można czynić ze swego prawa użytku, który by był sprzeczny ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem tego prawa lub z zasadami współżycia społecznego”. W praktyce oznacza to, że nawet jeśli masz do czegoś prawo (np. możesz kogoś wyeksmitować lub żądać spłaty długu), sąd może Ci tego odmówić, jeśli uzna, że Twoje działanie jest po prostu „nie fair” w świetle ogólnie przyjętych norm moralnych.
Wykreślenie tego przepisu oznaczałoby przejście z systemu opartego na słuszności do systemu skrajnie rygorystycznego pozytywizmu prawniczego. Liczyłaby się tylko litera prawa, a nie jego duch czy sprawiedliwość społeczna.
Głównym skutkiem usunięcia tego artykułu byłoby zniknięcie koncepcji „nadużycia prawa podmiotowego”. Obecnie, jeśli bank lub wielka korporacja próbuje wykorzystać swoją przewagę nad słabszym klientem w sposób drastyczny, prawnicy często sięgają właśnie po art. 5. Bez niego sądy miałyby związane ręce.
Wyobraźmy sobie sytuację, w której starsza osoba spóźnia się z zapłatą symbolicznej kwoty czynszu z powodu choroby, a właściciel kamienicy natychmiast wypowiada umowę i żąda eksmisji na bruk. Dziś sąd może uznać, że takie działanie jest sprzeczne z zasadami współżycia społecznego i oddalić powództwo. Po wykreśleniu art. 5, sędzia musiałby orzec eksmisję, ponieważ „prawo jest prawem”, niezależnie od kontekstu ludzkiego dramatu.
Usunięcie tego bezpiecznika otworzyłoby furtkę dla osób, które potrafią perfekcyjnie poruszać się w przepisach, by szkodzić innym. Można by było egzekwować przedawnione roszczenia w sytuacjach, gdzie dłużnik został wprowadzony w błąd, lub blokować inwestycje sąsiadów z czystej złośliwości, o ile tylko znajdzie się na to odpowiedni paragraf. Art. 5 obecnie pozwala sędziemu powiedzieć: „Masz rację w przepisach, ale Twoje intencje są złe, więc ochrony nie dostaniesz”.
Polska kultura prawna, podobnie jak wiele innych systemów europejskich, opiera się na przekonaniu, że prawo powinno być sprawiedliwe. Wykreślenie art. 5 zniszczyłoby ten fundament. Sądy stałyby się automatami do wydawania wyroków na podstawie suchych faktów i terminów.
Choć przedsiębiorcy często narzekają na art. 5, bo wprowadza on pewną niepewność (nie zawsze wiadomo, co sąd uzna za sprzeczne z zasadami współżycia społecznego), jego brak mógłby być jeszcze gorszy. W relacjach biznesowych art. 5 hamuje najbardziej agresywne praktyki rynkowe.
Bez tego przepisu silniejszy partner biznesowy mógłby bezkarnie niszczyć mniejszych podwykonawców, wykorzystując drobne błędy proceduralne w umowach, które w normalnych warunkach zostałyby uznane za nieistotne. Zasada lojalności kontraktowej straciłaby swoje główne oparcie w przepisach ogólnych.
Warto wiedzieć, że podobne „bezpieczniki” istnieją w niemal każdym cywilizowanym systemie prawnym. W Niemczech jest to słynny paragraf 242 BGB (zasada dobrej wiary – Treu und Glauben), a we Francji koncepcja nadużycia prawa (abus de droit). Rezygnacja z art. 5 postawiłaby Polskę w prawniczej izolacji i cofnęła naszą kulturę prawną o ponad sto lat.
Z punktu widzenia czystej teorii, jedynym „pozytywem” byłoby zwiększenie tzw. pewności prawa. Każdy wiedziałby dokładnie, na czym stoi – jeśli przepis mówi „A”, to zawsze będzie „A”, bez względu na okoliczności. Skróciłoby to prawdopodobnie czas trwania niektórych procesów, ponieważ sędziowie nie musieliby badać aspektów moralnych sprawy. Jednak cena, jaką społeczeństwo zapłaciłoby za tę „szybkość” i „pewność” w postaci tysięcy ludzkich tragedii, byłaby niewspółmiernie wysoka.
Wykreślenie art. 5 Kodeksu cywilnego sprawiłoby, że prawo przestałoby służyć ludziom, a stałoby się narzędziem w rękach tych, którzy potrafią najlepiej nim manipulować. To właśnie ten przepis sprawia, że w sali sądowej wciąż jest miejsce na etykę i zwykłą, ludzką przyzwoitość.