Gość (83.4.*.*)
Temat pijanych kierowców regularnie powraca w debacie publicznej, zazwyczaj przy okazji tragicznych wypadków lub zaostrzania kar przez ustawodawców. Z jednej strony mamy kampanie społeczne, surowe mandaty i społeczne potępienie dla wsiadania za kółko „pod wpływem”. Z drugiej strony, niemal na każdej stacji paliw, tuż obok płynu do spryskiwaczy i olejów silnikowych, dumnie prezentują się regały pełne piwa, wina i mocniejszych trunków. To zestawienie dla wielu osób jest definicją hipokryzji i podwójnych standardów.
Głównym argumentem osób krytykujących obecny stan prawny jest fakt, że stacje benzynowe są punktami handlowymi stworzonymi niemal wyłącznie dla kierowców i podróżnych. W przeciwieństwie do osiedlowego supermarketu, do którego idziemy pieszo, na stację paliw w zdecydowanej większości przypadków przyjeżdża się samochodem.
Krytycy wskazują, że państwo z jednej strony wydaje miliony złotych na edukację i walkę z alkoholizmem za kółkiem, a z drugiej – pozwala na sprzedaż substancji psychoaktywnej w miejscu, które jest bezpośrednio związane z ruchem drogowym. To tworzy pewien dysonans poznawczy: alkohol staje się produktem „pierwszej potrzeby” w podróży, niemal tak samo naturalnym jak benzyna czy kawa.
W dyskusji o podwójnych standardach najczęściej pojawiają się trzy kluczowe aspekty, które pokazują sprzeczność między teorią a praktyką bezpieczeństwa drogowego.
Stacje paliw są często otwarte 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. W wielu mniejszych miejscowościach lub w godzinach nocnych są one jedynym miejscem, gdzie można legalnie kupić alkohol. Psychologowie transportu zauważają, że łatwa dostępność sprzyja zakupom impulsywnym. Kierowca, który pierwotnie nie planował picia, widząc atrakcyjnie wyeksponowany alkohol podczas płacenia za paliwo, może ulec pokusie.
Obecność alkoholu na stacjach normalizuje jego rolę w kontekście prowadzenia pojazdów. Skoro produkt ten jest dostępny w miejscu dedykowanym autom, podświadomie może być postrzegany jako mniej groźny. To właśnie ten aspekt jest najmocniej punktowany jako przejaw hipokryzji systemowej – piętnujemy skutki (jazdę po pijanemu), ale ułatwiamy dostęp do przyczyny w najbardziej newralgicznym miejscu.
Nie jest tajemnicą, że stacje paliw zarabiają nie tylko na paliwie, ale przede wszystkim na produktach pozapaliwowych (tzw. marża pozapaliwowa). Alkohol stanowi znaczący procent obrotów sklepów przy stacjach. Przeciwnicy sprzedaży twierdzą, że państwo przymyka oko na ten problem, ponieważ czerpie zyski z akcyzy oraz podatków płaconych przez koncerny paliwowe. W tym ujęciu ekonomia wygrywa z deklarowanym bezpieczeństwem obywateli.
To pytanie dzieli ekspertów. Zwolennicy zakazu argumentują, że ograniczenie dostępności zawsze przekłada się na mniejsze spożycie i mniejszą liczbę ryzykownych zachowań. Przywołują przykłady z innych krajów europejskich, gdzie sprzedaż alkoholu na stacjach jest ograniczona lub całkowicie zakazana.
Z kolei przeciwnicy zmian twierdzą, że odpowiedzialny kierowca nie kupi alkoholu po to, by wypić go w trasie, a zakaz uderzy jedynie w uczciwych obywateli, którzy chcą kupić wino do kolacji wracając z pracy. Podnoszą oni również argument, że jeśli ktoś chce pić i prowadzić, i tak znajdzie sposób na zdobycie alkoholu, a stacja paliw jest tylko jednym z wielu źródeł.
Polska nie jest jedynym krajem zmagającym się z tym dylematem, ale podejście do tematu bywa bardzo różne:
Krytyka podwójnych standardów opiera się na prostym założeniu: jeśli coś jest skrajnie niebezpieczne i społecznie szkodliwe w konkretnych warunkach (alkohol + prowadzenie auta), to ułatwianie dostępu do tego czynnika w tychże warunkach jest nielogiczne.
Obecnie w Polsce trwają dyskusje nad wprowadzeniem ograniczeń sprzedaży alkoholu na stacjach, szczególnie w godzinach nocnych. Choć argumenty ekonomiczne są silne, coraz głośniej mówi się o tym, że koszty społeczne wypadków drogowych i leczenia uzależnień znacznie przewyższają zyski z marży i podatków. Czy zmiana przepisów zakończy dyskusję o hipokryzji? Zapewne nie, ale mogłaby być sygnałem, że deklaracje o walce z pijanymi kierowcami idą w parze z konkretnymi działaniami systemowymi.