Gość (37.30.*.*)
To ustosunkowanie się do argumentu, że demokracja i gospodarka wolnorynkowa wykluczają się, wymaga głębokiej analizy historycznej, ekonomicznej i filozoficznej. Na pierwszy rzut oka wydaje się to prowokacyjną tezą, ponieważ przez dziesięciolecia na Zachodzie panowało przekonanie o ich nierozerwalnym związku. Jednak uważna lektura historii i współczesności pokazuje, że relacja ta jest daleka od sielanki i jest pełna napięć.
Argument o wzajemnym wykluczaniu się tych dwóch systemów opiera się na ich fundamentalnej sprzeczności co do sposobu dystrybucji władzy i zasobów.
Demokracja opiera się na zasadzie równości politycznej i rządach większości (jeden człowiek, jeden głos). Gospodarka wolnorynkowa (kapitalizm) z natury prowadzi do nierówności ekonomicznych i koncentracji kapitału w rękach mniejszości.
Krytycy argumentują, że gdy system demokratyczny w pełni się rozwinie (wprowadzając powszechne prawo wyborcze), większość (czyli ci mniej zamożni) może wykorzystać swoją władzę polityczną, aby przegłosować ustawy wymuszające redystrybucję bogactwa (np. poprzez wysokie podatki, rozbudowane programy socjalne).
Dla „zwycięzców” kapitalizmu, czyli burżuazji, powszechne prawo wyborcze było historycznie postrzegane jako zagrożenie dla ich majątku. Historia Zachodu, zwłaszcza w XIX i pierwszej połowie XX wieku, była w dużej mierze próbą sił między tymi dwoma dążeniami.
Najsilniejszym empirycznym argumentem przeciwko tezie o koniecznym związku demokracji i wolnego rynku jest istnienie państw, które osiągnęły spektakularny wzrost gospodarczy, utrzymując jednocześnie autorytarne reżimy polityczne.
Przykłady te sugerują, że kapitalizm nie wymaga demokracji do efektywnego funkcjonowania, a teza o ich koniunkcji, przyjmowana jako pewnik od czasów Oświecenia, może w warunkach deglobalizacji i współczesnych kryzysów przestać obowiązywać.
Współczesna gospodarka globalna i potęga międzynarodowych korporacji, które działają w skali wykraczającej poza granice państw, osłabiają suwerenność i władzę decyzyjną parlamentów narodowych. W efekcie, polityczna władza demokratycznie wybranych rządów jest ograniczana przez siły rynkowe, co podważa istotę demokracji. Ponadto, zjawiska takie jak wzrost nierówności, pojawienie się prekariatu (osób o niepewnym zatrudnieniu) i finansjalizacja gospodarki, stawiają pod znakiem zapytania przyszłość państwa demokratycznego w jego dotychczasowej formule.
Z drugiej strony, większość ekonomistów i politologów od dawna uważała, że demokracja i wolny rynek są ze sobą ściśle powiązane, a nawet wzajemnie się warunkują.
Chociaż kapitalizm nie gwarantuje demokracji (o czym świadczą przykłady autorytarnych reżimów), nie ma we współczesnej historii przykładu nowoczesnej, cywilizowanej demokracji bez kapitalizmu.
Taka perspektywa sugeruje, że sprawnie działająca gospodarka rynkowa jest niezbędnym fundamentem dla demokracji, ponieważ:
Prawdziwy wolny rynek nie jest anarchią, lecz systemem opartym na zaufaniu i przewidywalności. To właśnie demokracja liberalna, oparta na rządach prawa, jest najlepszym gwarantem stabilności i instytucji niezbędnych dla rynku:
W tym ujęciu, demokracja nie jest wrogiem wolnego rynku, ale jego niezbędnym strażnikiem i regulatorem, który zapewnia ramy instytucjonalne dla jego funkcjonowania.
Myśliciele liberalni, tacy jak Milton Friedman, traktowali wolność gospodarczą i polityczną na zasadzie symetrii. Dla nich, wolność jednostki w sferze ekonomicznej (prawo do przedsiębiorczości, dysponowania swoim majątkiem) jest nierozerwalnie związana z wolnością w sferze politycznej (prawo do głosu, wolność słowa). Odrzucali oni centralne kierowanie gospodarką, uznając, że prywatna przedsiębiorczość koordynowana przez rynek jest lepsza, a demokracja jest idealnym ustrojem społecznym.
Twierdzenie, że demokracja i gospodarka wolnorynkowa wykluczają się, jest zbyt radykalne. Bardziej trafne wydaje się stwierdzenie, że pozostają one w stanie ciągłego i niezbędnego napięcia.
To napięcie, paradoksalnie, jest siłą napędową rozwoju. Demokracja, poprzez mechanizmy redystrybucji i regulacji, „cywilizuje” kapitalizm, zapobiegając nadmiernym nierównościom, które mogłyby doprowadzić do rewolucji lub upadku systemu. Kapitalizm z kolei zapewnia dobrobyt i niezależność, które są niezbędne dla utrzymania wolności politycznej.
W systemach, w których to napięcie jest zbyt duże (np. w Chinach, gdzie brakuje wentylu bezpieczeństwa w postaci demokracji), długoterminowa stabilność jest niepewna. W państwach zachodnich, gdzie to napięcie jest zarządzane (choć często z kryzysami), system ten okazał się najbardziej trwały i efektywny w historii. Nie wykluczają się, ale muszą się wzajemnie kontrolować.