Gość (37.30.*.*)
To odpowiedź, która wymaga spojrzenia na fundamenty demokracji liberalnej i odniesienia się do złożonych, często kontrowersyjnych kwestii, które budzą gorące debaty w przestrzeni publicznej. Argumentacja, którą przedstawiasz, jest zbiorem najczęściej formułowanych zarzutów wobec współczesnego kształtu państw liberalno-demokratycznych.
Zacznijmy od podstaw: demokracja liberalna opiera się na dwóch filarach – demokracji (rządy większości) i liberalizmie (ochrona praw jednostki i mniejszości przed tą większością). Krytyka, o której mówisz, często wynika z napięcia między tymi dwoma filarami, a także z ewolucji rozumienia, czym jest "jednostka" i "prawo".
Argument, że demokracja liberalna promuje prawa jednej grupy (np. kobiet) kosztem drugiej (mężczyzn), jest często interpretowany jako opór wobec historycznej korekty nierówności.
Podstawową zasadą liberalizmu jest równość wszystkich jednostek wobec prawa. Historycznie, prawa obywatelskie (jak prawo głosu, prawo do własności, prawo do podejmowania decyzji) były często ograniczone do wąskiej grupy – zazwyczaj dorosłych, zamożnych mężczyzn.
Rozszerzanie praw na kobiety (prawo wyborcze, prawo do równego traktowania w pracy i życiu rodzinnym) nie było promowaniem przywileju, lecz usuwaniem historycznych barier i dyskryminacji, aby zrealizować pierwotną obietnicę liberalizmu: traktowanie każdej osoby jako pełnoprawnego obywatela.
W tradycyjnym modelu rodzina była postrzegana jako jedna jednostka, reprezentowana przez ojca, który miał autorytet polityczny i naturalny. Demokracja liberalna, stawiając na podmiotowość jednostki, rozluźniła te tradycyjne więzy, uznając każdego członka rodziny – w tym kobiety i dzieci – za odrębnych obywateli posiadających własne prawa.
W kontekście praw ojców, współczesne systemy prawne (w idealnym ujęciu) dążą do równości praw i obowiązków rodzicielskich po rozstaniu, koncentrując się na dobru dziecka. Jeśli pojawia się wrażenie dysproporcji na korzyść matek, jest to zazwyczaj krytyka praktyki sądowej i społecznej, a nie założenia liberalnej demokracji, które dąży do równości płci w dostępie do praw.
Kwestia praw dziecka to kolejny punkt, w którym system liberalno-demokratyczny odszedł od tradycyjnego postrzegania.
Filozofia praw dziecka, której prekursorem był m.in. Janusz Korczak ("Nie ma dzieci, są ludzie"), opiera się na założeniu, że dziecko jest człowiekiem i podmiotem praw, a nie własnością rodziców. Konwencja o Prawach Dziecka, będąca fundamentem międzynarodowego porządku prawnego w tym zakresie, nakazuje kierowanie się najwyższym dobrem dziecka we wszelkich działaniach go dotyczących.
Jednocześnie, Konwencja o Prawach Dziecka wyraźnie nakłada na państwa obowiązek poszanowania praw i obowiązków rodziców oraz innych opiekunów do kierowania dzieckiem i udzielania mu rad przy korzystaniu z jego praw. Rodzice ponoszą główną odpowiedzialność za utrzymanie i rozwój dziecka.
Interwencja państwa (np. odebranie praw rodzicielskich) następuje zazwyczaj tylko wtedy, gdy rodzice nie wywiązują się ze swoich obowiązków lub gdy dobro dziecka jest zagrożone. System prawny ma za zadanie znaleźć równowagę między autonomią rodziny a ochroną najbardziej wrażliwego członka społeczeństwa – dziecka. Krytyka ta często dotyczy momentu, w którym państwo (sądy, służby) przekracza tę granicę, co jest problemem nadużycia władzy lub deficytu systemu, a nie samej zasady podmiotowości dziecka.
To jest klasyczny dylemat liberalizmu: jak pogodzić wolność słowa z ochroną godności i bezpieczeństwa jednostki?
W demokracji liberalnej wolność słowa jest jedną z najważniejszych wartości. Nie jest to jednak wolność absolutna. Ograniczenia są wprowadzane w celu ochrony innych fundamentalnych praw, takich jak godność, bezpieczeństwo i równość.
Kwestia "mowy nienawiści" (hate speech) jest penalizowana w wielu krajach jako forma agresji słownej, która godzi w godność lub nawołuje do nienawiści wobec grup mniejszościowych (np. z powodu pochodzenia etnicznego, religii).
Krytycy słusznie zauważają, że penalizacja mowy nienawiści stanowi instrument, który zawiera w sobie element cenzury, ponieważ wyklucza z debaty publicznej poglądy o określonej, szkodliwej treści. Jednak zwolennicy tego rozwiązania argumentują, że jest to dopuszczalny instrument w państwie prawa, służący obronie ustrojowych fundamentów i podstawowych wartości demokracji, takich jak równość i godność człowieka, które są podważane przez ideologie nienawiści.
Klucz leży w wstrzemięźliwości i wyjątkowym stosowaniu tego środka przez instytucje państwa, aby nie naruszyć wolności słowa. Wszelkie nadużycia w tym zakresie są słuszną podstawą do krytyki praktyki władzy.
Obawa przed nadmierną ingerencją państwa w życie jednostek i rodzin jest centralnym punktem liberalizmu.
Liberalizm zakłada, że państwo ma być ograniczone i ma służyć przede wszystkim ochronie nienaruszalnej przestrzeni prywatnej jednostki (prawo do życia, wolności i majątku). Wszelkie działania władzy muszą mieć publiczne i rozumne uzasadnienie, a trójpodział władzy ma zapobiegać arbitralności i wykorzystaniu aparatu państwowego przeciwko obywatelom.
Krytyka, którą przedstawiasz, często dotyczy deficytów demokracji liberalnej w praktyce. Kiedy władza staje się arbitralna i nie chroni praw i wolności obywatela, mamy do czynienia z kryzysem praworządności lub przejściem w kierunku konstytucjonalizmu nieliberalnego. W takim przypadku państwo przestaje być gwarantem wolności i staje się jej zagrożeniem.
Podsumowując, na argumentację o "promowaniu praw wybranych" można odpowiedzieć, że współczesna demokracja liberalna dąży do uniwersalizacji praw jednostki, korygując historyczne nierówności. Natomiast zarzuty dotyczące cenzury i nadmiernej ingerencji państwa są uznawanymi w dyskursie akademickim i politycznym zagrożeniami i deficytami implementacyjnymi, które wymagają ciągłej czujności i debaty publicznej w celu utrzymania równowagi między wolnością a bezpieczeństwem.