Gość (37.30.*.*)
Wybór Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej to moment, w którym kandydat, często wywodzący się z konkretnej partii politycznej i mający jasno określone poglądy, staje się głową państwa, wybieraną w wyborach powszechnych przez cały naród. To właśnie w tym przejściu, z polityka partyjnego na niezależnego arbitra, leży sedno publicystycznej krytyki, o której piszesz.
Krytyka ta wynika z konfliktu między dwiema kluczowymi rolami Prezydenta: rolą polityka, który wygrał wybory dzięki poparciu określonej grupy i głoszonym poglądom, a rolą konstytucyjną, która nakazuje mu stać na straży Konstytucji, być gwarantem ciągłości władzy państwowej i reprezentować interes całego narodu.
Zgodnie z polską Konstytucją, Prezydent Rzeczypospolitej jest najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej i gwarantem ciągłości władzy państwowej. Jest wybierany przez Naród w wyborach powszechnych. To oznacza, że po złożeniu przysięgi, jego lojalność powinna przesuwać się z partii politycznej, która go popierała, na całe państwo i wszystkich obywateli.
W systemie politycznym, w którym Prezydent ma prawo weta ustawodawczego (które Sejm może odrzucić większością 3/5 głosów) oraz możliwość skierowania ustawy do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej, Prezydent jest faktycznie trzecim, bardzo ważnym, elementem procesu legislacyjnego.
Oczekiwanie „niezależności politycznej” nie oznacza, że Prezydent ma nagle zapomnieć o swoich poglądach. Chodzi raczej o to, by w wykonywaniu swoich prerogatyw, zwłaszcza w kontekście podpisywania i wetowania ustaw, kierował się on:
Krytycy argumentują, że gdy Prezydent konsekwentnie podpisuje ustawy zgodne z linią partii, z której się wywodzi, a wetuje te, które pochodzą od opozycji, staje się on de facto „notariuszem” rządu lub „przedłużeniem ręki” partii, a nie niezależnym organem kontrolnym, którym, zdaniem publicystów, powinien być.
Sugerowanie, że Prezydent powinien „zmienić swoje poglądy o 180 stopni”, jest oczywiście retorycznym wyolbrzymieniem używanym w debacie publicznej. Nie chodzi o to, by Prezydent stał się nagle zwolennikiem idei, którym się sprzeciwiał. Chodzi o to, by:
W praktyce, publicyści i politycy opozycji często zarzucają Prezydentowi, że jego weta są motywowane czysto politycznie, a nie merytorycznie, co jest interpretowane jako dowód braku niezależności. W ich narracji, Prezydent, zamiast być ponad podziałami, staje się ich aktywnym uczestnikiem, co osłabia jego autorytet jako głowy państwa i arbitra.
Prawo weta Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej jest silnym narzędziem. Sejm może je odrzucić, ale wymaga to większości 3/5 głosów, co w warunkach polskiej sceny politycznej, charakteryzującej się często głębokimi podziałami, jest trudne do osiągnięcia. To sprawia, że decyzja Prezydenta o wecie ma ogromną wagę i jest bacznie obserwowana przez opinię publiczną i media.