Gość (37.30.*.*)
To bardzo popularny, choć niezwykle cyniczny, sposób patrzenia na genezę i funkcjonowanie państwa opiekuńczego. Analiza tego argumentu wymaga spojrzenia na historię, ekonomię oraz mechanizmy psychologii politycznej. W skrócie, argument ten sprowadza złożony system do prostej transakcji: głosy za świadczenia, z dodatkiem retoryki podziału na "dobrych" i "złych". Przyjrzyjmy się, jak można go rozłożyć na czynniki pierwsze.
Argument, który podajesz, opiera się na założeniach teorii wyboru publicznego (Public Choice Theory), która zakłada, że politycy, urzędnicy i wyborcy działają racjonalnie, maksymalizując własną użyteczność. Dla polityka tą użytecznością jest reelekcja i utrzymanie władzy.
Zanim jednak przejdziemy do cynicznej soczewki, warto przypomnieć, jaka jest oficjalna i historyczna geneza państwa opiekuńczego:
Argument o "kupowaniu głosów" nie neguje tych celów, ale sugeruje, że stały się one wtórne wobec głównego celu politycznego.
Argument, że politycy "kupują" wyborców za pomocą świadczeń socjalnych, jest ekonomicznie i psychologicznie spójny. Działa to na kilku poziomach:
Świadczenia socjalne (np. zasiłki, dotacje, ulgi) dają natychmiastową, namacalną korzyść konkretnej grupie wyborców. Ta grupa jest bardzo świadoma, kto jest dawcą tych korzyści (polityk lub partia).
Natomiast koszt tych świadczeń (podatki, inflacja, zadłużenie państwa) jest zazwyczaj:
W efekcie, polityk osiąga maksymalny zysk polityczny w krótkim terminie, ponieważ beneficjenci są wdzięczni i zmotywowani do głosowania, a płatnicy (zwłaszcza ci, którzy płacą pośrednio) są mniej zmotywowani do protestu.
Argument ten zakłada, że przeciętny wyborca nie ma czasu ani motywacji, aby dokładnie analizować skomplikowane mechanizmy finansowania państwa. O wiele łatwiej jest zaakceptować prostą narrację: "Dostaję pieniądze, więc polityk jest dobry". To zjawisko nazywa się racjonalną ignorancją. Wyborca racjonalnie uznaje, że koszt zdobycia pełnej wiedzy ekonomicznej przewyższa korzyść, jaką może uzyskać z oddania "idealnego" głosu.
Kluczowym elementem analizowanego argumentu jest zatajanie prawdy i wskazywanie przedsiębiorców jako wrogów. Jest to klasyczny mechanizm kozła ofiarnego (scapegoating), który służy do uproszczenia skomplikowanych problemów i skierowania gniewu społecznego z dala od rządzących.
Zamiast tłumaczyć, że wysokie podatki na pracę (klin podatkowy) lub skomplikowane regulacje obniżają pensje lub ograniczają zatrudnienie, polityk stosuje prostszą retorykę:
„Pieniądze są, ale niedobrzy przedsiębiorcy nie chcą się nimi podzielić, więc my, jako państwo, musimy ich do tego zmusić za pomocą podatków i świadczeń.”
Ta narracja jest emocjonalna, łatwo przyswajalna i tworzy wyraźny podział na "klasę pracującą" (ofiary) i "klasę posiadającą" (wyzyskiwaczy).
Jeśli państwo opiekuńcze staje się niewydolne, biurokratyczne lub generuje ogromne zadłużenie, politycy muszą znaleźć winnego. Najłatwiej jest wskazać na tych, którzy generują zyski, a nie na własne błędy w zarządzaniu.
W ekonomii ten mechanizm jest czasami nazywany "iluzją fiskalną". Polega ona na tym, że państwo celowo zaciemnia, kto faktycznie ponosi koszty świadczeń (np. ukrywa, że pracownik płaci składki, obciążając nimi formalnie pracodawcę), aby zwiększyć poparcie dla swojej redystrybucyjnej polityki.
Argument o państwie opiekuńczym jako narzędziu do "kupowania głosów" jest potężnym narzędziem analitycznym, które czerpie z teorii ekonomicznych (wybór publiczny) i historycznych obserwacji.
Ten argument jest prawdopodobnie prawdziwy w kontekście motywacji politycznej, ale nie jest jedyną prawdą.
Państwo opiekuńcze jest systemem hybrydowym:
Zatem, analizując ten argument, należy stwierdzić, że jest on trafny w diagnozie politycznych mechanizmów, ale niekompletny w ocenie całościowej roli i efektów państwa opiekuńczego.