Gość (83.4.*.*)
Udział Krzysztofa Stanowskiego, ówczesnego współwłaściciela Kanału Sportowego i właściciela portalu Weszło, w kampanii informacyjno-edukacyjnej „Oszust na spalonym” finansowanej przez NASK (Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa – Państwowy Instytut Badawczy, podlegający Ministerstwu Cyfryzacji) latem 2023 roku wywołał szeroką dyskusję w mediach i przestrzeni publicznej. Akcja, której celem było ostrzeganie Polaków przed najczęściej występującymi zagrożeniami w sieci – takimi jak fałszywe sklepy online, wyłudzenia czy niebezpieczne załączniki w mailach – spotkała się z mieszanymi reakcjami.
Poniżej przedstawiamy argumenty, które pojawiły się w debacie publicznej, zarówno przemawiające za zaangażowaniem Stanowskiego, jak i te, które podważały zasadność tej współpracy.
Główne argumenty przemawiające za wyborem mediów Stanowskiego (Kanału Sportowego i Weszło) oraz jego osobistym zaangażowaniem koncentrowały się na efektywności komunikacji i dotarciu do szerokiej publiczności.
Kluczowym argumentem było to, że Kanał Sportowy i portal Weszło dysponowały w tamtym czasie ogromnymi zasięgami, zwłaszcza wśród młodszych i średnich grup wiekowych, często będących aktywnymi użytkownikami internetu i jednocześnie potencjalnymi ofiarami cyberoszustw. Wykorzystanie popularnych formatów, takich jak programy „Hejtpark” czy „Stanowisko”, w których brali udział eksperci NASK, pozwalało na przekazanie edukacyjnych treści w sposób bardziej przystępny i angażujący niż tradycyjne kanały informacyjne. Już po pierwszym tygodniu współpracy materiały przygotowane w ramach akcji „Oszust na spalonym” miały osiągnąć ponad półmilionową oglądalność.
Krzysztof Stanowski, znany z bezpośredniego stylu komunikacji i umiejętności docierania do masowego odbiorcy, mógł przełożyć skomplikowane zagadnienia cyberbezpieczeństwa na język zrozumiały dla przeciętnego internauty. Jego rozpoznawalność i autorytet w świecie mediów sportowych i internetowych miały zwiększyć wiarygodność i uwagę, jaką odbiorcy poświęcali przekazywanym ostrzeżeniom.
Celem kampanii było edukowanie społeczeństwa w zakresie cyberbezpieczeństwa, co jest niewątpliwie pozytywną misją publiczną. Udział popularnych mediów w akcji o takim charakterze był uzasadniany potrzebą maksymalizacji efektów społecznych i ochroną obywateli przed realnymi zagrożeniami finansowymi i wizerunkowymi w sieci.
Największe kontrowersje wokół udziału Krzysztofa Stanowskiego w kampanii „Oszust na spalonym” dotyczyły kwestii finansowych i kontekstu politycznego.
Najważniejszym zarzutem była kwota wynagrodzenia, która miała trafić do Stanowskiego (wówczas współwłaściciela Kanału Sportowego i właściciela Weszło). Początkowo planowany budżet na tę część akcji wynosił 1 mln zł brutto, jednak oferta opiewała na 1,1 mln zł netto. Ostatecznie w mediach pojawiła się informacja, że kwota ta miała wynieść 1,4 mln zł. Kwestionowano, czy tak wysoka suma, przekraczająca wstępne założenia budżetowe, była w pełni uzasadniona, biorąc pod uwagę, że cała kampania miała budżet 22 mln zł.
Kontrowersje nasiliły się po ujawnieniu korespondencji urzędników NASK, z której wynikało, że wątpliwości dotyczące przekroczenia budżetu i wysokości kwoty dla Stanowskiego zostały rozstrzygnięte przez ówczesnego Ministra Cyfryzacji, Janusza Cieszyńskiego (posła PiS). Minister miał zadecydować, aby "zapłacić, ile tam trzeba", co zostało zinterpretowane przez krytyków jako dowód na faworyzowanie Stanowskiego przez rząd Prawa i Sprawiedliwości. To powiązanie wywołało zarzuty o wykorzystywanie publicznych pieniędzy na cele promocyjne w mediach sprzyjających lub neutralnych wobec ówczesnej władzy.
Ujawniona korespondencja między urzędnikami NASK wzbudziła wątpliwości co do przejrzystości i standardów wydatkowania środków publicznych. Fakt, że ostateczna decyzja o wysokości wynagrodzenia musiała być podjęta na szczeblu ministerialnym, pomimo wątpliwości urzędników, stał się argumentem przeciwko transparentności całego procesu współpracy.
Niektórzy komentatorzy wskazywali, że przyjęcie tak dużego zlecenia od instytucji państwowej, podległej rządowi, mogło potencjalnie wpłynąć na postrzeganie niezależności dziennikarskiej Stanowskiego i jego mediów, co było szczególnie istotne w kontekście zbliżających się wyborów.
Podsumowując, chociaż argumenty za udziałem Stanowskiego opierały się na pragmatyce (zasięg, skuteczność edukacji), to argumenty przeciwko dotyczyły przede wszystkim etyki wydatkowania publicznych pieniędzy (wysoka kwota) oraz kontekstu politycznego (interwencja ministra), co zdominowało publiczną debatę.