Gość (37.30.*.*)
To pytanie, które dotyka sedna polskiego rynku pracy i wywołuje gorące emocje. Nazywanie umów cywilnoprawnych "śmieciówkami" to bez wątpienia określenie potoczne, które na stałe weszło do języka publicznego. To, czy jest to "ideologiczna stygmatyzacja", zależy od perspektywy — prawnej, ekonomicznej i społecznej.
Prawda jest taka, że to określenie ma swoje głębokie uzasadnienie w realiach rynku pracy, ale jednocześnie jest nadużywane i często niesprawiedliwie wrzuca do jednego worka bardzo różne formy współpracy.
Potoczne określenie "umowa śmieciowa" (lub "śmieciówka") nie jest terminem prawnym. Odnosi się ono do umów cywilnoprawnych (najczęściej umowy zlecenia lub umowy o dzieło), które są zawierane w sytuacji, gdy w rzeczywistości powinna obowiązywać umowa o pracę.
Kluczowy problem polega na tym, że te umowy są wykorzystywane przez pracodawców do ominięcia przepisów Kodeksu pracy i obniżenia kosztów zatrudnienia.
Dla osoby zatrudnionej na takiej "śmieciówce" (mimo faktycznego wykonywania pracy w warunkach podporządkowania, pod kierownictwem i w określonym miejscu i czasie, co jest charakterystyczne dla stosunku pracy), oznacza to:
To właśnie pozbawienie pracownika podstawowych przywilejów i poczucia bezpieczeństwa jest głównym powodem, dla którego te umowy zyskały tak pejoratywną nazwę. Określenie "śmieciowe" ma podkreślać ich niską jakość, niestabilność i brak gwarancji socjalnych.
Krytycy terminu "śmieciówki" wskazują, że jego powszechne użycie jest formą stygmatyzacji i uproszczenia, które zamazuje rzeczywisty obraz rynku pracy.
Nie każda umowa cywilnoprawna jest "śmieciówką". Umowa zlecenia czy umowa o dzieło są w pełni legalnymi i uzasadnionymi formami współpracy, gdy odpowiadają faktycznemu charakterowi pracy. Przykładowo, umowa o dzieło z informatykiem na wykonanie strony internetowej lub umowa zlecenia z prawnikiem na reprezentację w sprawie to naturalne i właściwe formy współpracy cywilnoprawnej. Używanie terminu "śmieciówki" do wszystkich umów cywilnoprawnych jest nieuzasadnione i podsyca negatywne nastroje.
Dla niektórych osób umowy cywilnoprawne są korzystne. Dotyczy to zwłaszcza studentów do 26. roku życia, emerytów i rencistów, ponieważ w ich przypadku często nie są odprowadzane składki do ZUS (lub są odprowadzane w mniejszym zakresie), co oznacza, że otrzymują wyższą kwotę "na rękę". Dla tych osób elastyczność i wyższe wynagrodzenie netto mogą być ważniejsze niż przywileje pracownicze.
Niektórzy eksperci (zwłaszcza o poglądach liberalnych) argumentują, że w wielu przypadkach alternatywą dla pracy na umowie cywilnoprawnej nie jest umowa o pracę, lecz bezrobocie lub praca w szarej strefie. W tej perspektywie, umowa cywilnoprawna, choć mniej stabilna, jest lepsza niż brak jakiegokolwiek zatrudnienia. Problem leży więc nie w samych umowach, ale w wysokich kosztach pracy (klin podatkowy) obciążających pracodawców.
Pojęcie "śmieciówki" jest często wykorzystywane w debacie politycznej jako oręż w walce między opozycją a rządem, co nadaje mu charakter ideologiczny.
Z drugiej strony, termin "śmieciówki" jest głęboko zakorzeniony w świadomości społecznej, ponieważ trafnie opisuje patologie rynku pracy.
Głównym problemem jest celowe maskowanie stosunku pracy umową cywilnoprawną. Jeśli praca jest wykonywana pod kierownictwem, w określonym miejscu i czasie, to zgodnie z prawem jest to umowa o pracę, niezależnie od nazwy dokumentu. To nagminne łamanie prawa, mające na celu wyłącznie redukcję kosztów, jest sednem problemu, który terminuje to określenie.
Termin ten trafnie opisuje zjawisko dualnego rynku pracy w Polsce – podziału na pracowników zatrudnionych na stabilne umowy o pracę z pełnią praw i tych, którzy są zatrudnieni tymczasowo, bez gwarancji i perspektyw. To zjawisko prowadzi do realnych problemów społecznych, takich jak trudności z uzyskaniem kredytu hipotecznego czy niższa przyszła emerytura.
Dla związków zawodowych i wielu komentatorów, "śmieciówki" to symbol wyzysku i braku poszanowania dla praw pracowniczych. Określenie to jest więc nie tyle stygmatyzacją, co krytycznym opisem rzeczywistości, w której pracodawca wykorzystuje słabszą pozycję pracownika.
Czy nazywanie umów cywilnoprawnych "śmieciówkami" to ideologiczna stygmatyzacja?
Można powiedzieć, że jest to uproszczenie o silnym ładunku ideologicznym, ale jednocześnie trafne określenie problemu społecznego.
Ostatecznie, siła tego określenia leży w jego zdolności do zwrócenia uwagi na realną patologię rynku pracy: masowe i nielegalne zastępowanie umowy o pracę umowami cywilnoprawnymi w celu obniżenia kosztów kosztem bezpieczeństwa i praw pracownika.