Gość (37.30.*.*)
Zamach na Franza Kutscherę, dokonany 1 lutego 1944 roku przez żołnierzy Kedywu Komendy Głównej Armii Krajowej (oddział "Pegaz", dawniej "Agat"), był jedną z najbardziej brawurowych akcji polskiego podziemia. Kutschera, jako Dowódca SS i Policji na Dystrykt Warszawski, zasłynął z niespotykanego dotąd nasilenia terroru, łapanek i publicznych egzekucji, zyskując przydomek "Kata Warszawy". Konsekwencje jego eliminacji były złożone, natychmiastowe i tragiczne, ale w dłuższej perspektywie przyniosły też pewien nieoczekiwany efekt.
Reakcja niemieckiego aparatu terroru na likwidację tak wysokiego rangą funkcjonariusza była błyskawiczna i wyjątkowo okrutna. Niemcy, zszokowani i wściekli celnym uderzeniem podziemia, natychmiast przystąpili do masowych represji, które miały złamać opór warszawiaków.
Najbardziej tragiczną konsekwencją zamachu były masowe egzekucje Polaków. Już następnego dnia po akcji, 2 lutego 1944 roku, w pobliżu miejsca zamachu (na rogu Alej Ujazdowskich i ul. Chopina) rozstrzelano 100 więźniów Pawiaka. Tego samego dnia zamordowano także około 200 osób w ruinach getta warszawskiego.
Egzekucje trwały w kolejnych dniach, aż do połowy lutego. W sumie, w bezpośrednim odwecie za Kutscherę, Niemcy aresztowali i rozstrzelali kilkaset osób (niektóre źródła mówią o około 300, inne o kilkuset, w tym około 450 zakładników w egzekucjach od 10 do 15 lutego). Był to krwawy akt zemsty, mający zastraszyć społeczeństwo i zniechęcić je do wspierania podziemia.
Oprócz terroru fizycznego, nałożono na Warszawę dotkliwe kary:
Sam pogrzeb Franza Kutscherę, który odbył się 4 lutego 1944 roku, był demonstracją siły i strachu Niemców. Podjęto nadzwyczajne środki bezpieczeństwa: ulice zostały zamknięte dla Polaków, a cała trasa konduktu pogrzebowego była obstawiona siłami policji. Ciało Kutschery zostało następnie przetransportowane do Berlina.
Mimo natychmiastowej i straszliwej fali represji, zamach na Kutscherę przyniósł w dłuższej perspektywie efekt, na który liczyło Kierownictwo Walki Podziemnej.
Po śmierci "Kata Warszawy" terror na ulicach miasta, który on sam wprowadził na niespotykaną wcześniej skalę, znacząco osłabł. Niemcy, zszokowani skutecznością polskiego podziemia, najwyraźniej zrewidowali swoją taktykę, obawiając się kolejnych zamachów na wysokich rangą oficerów. Aż do wybuchu Powstania Warszawskiego łapanki i publiczne egzekucje, choć nadal się zdarzały, nie miały już takiej intensywności i regularności jak za czasów Kutscherę.
Akcja, choć zakończona sukcesem, nie obyła się bez strat po stronie polskiej. W wyniku walki i odniesionych ran poległo 4 żołnierzy oddziału "Pegaz".
Mimo tych bolesnych strat, zamach był bezprecedensowym sukcesem moralnym i propagandowym. Kutschera był najwyższym rangą funkcjonariuszem nazistowskiego aparatu represji zlikwidowanym przez Armię Krajową. Akcja potwierdziła determinację i skuteczność Polskiego Państwa Podziemnego, a także była częścią szerszej "Akcji Główki", mającej na celu eliminację najbardziej okrutnych nazistowskich oprawców.
Zamach na Kutscherę miał też nietypowe konsekwencje osobiste. Narzeczona Kutschery, Norweżka, która była w ciąży, w dniu jego pogrzebu wzięła z nim ślub post mortem (pośmiertny). Ich syn, Rolf Kutschera, został później znanym alpinistą, który jako pierwszy zdobył jeden ze szczytów Himalajów.